Pozycje z etykietami ‘Polska

27
paź
09

Krajobraz z rurą w tle

orzel 400W rosyjskiej prasie pojawiła się ostatnio wypowiedź Władimira Putina na temat niemiecko rosyjskiego gazociągu, który połączy Rosję i Niemcy w nierozerwalnym, gazowym uścisku. Mowa oczywiście o gazociągu północnym znanym również pod nazwą Nord Stream. Premier Putin oświadczył, ze realizacja projektu powinna pójść zgodnie z planem. Znając sceptyczne stanowisko Szwecji i Estonii, przez których wody terytorialne przebiegać ma gazociąg, optymizm Putina jest co najmniej zastanawiający. Być może premier opracował już plan, dzięki któremu stanowisko Sztokholmu i Tallinna będzie można zignorować, lub używając odpowiednich środków, zmienić na przychylne.

Berlin i Moskwa podpowiadają, że budowa gazociągu Nord Stream, którego podstawowym zadaniem będzie transport syberyjskiego gazu z Rosji do Niemiec z pominięciem tradycyjnych krajów tranzytowych, jest projektem czysto ekonomicznym, że projekt wykazuje zupełny brak aspektu geopolitycznego. W czasie, kiedy zaangażowanie światowego supermocarstwa w konflikt w Afganistanie, Iraku, potencjalnie w Iranie, było odpowiedzią na zagrożenia wynikające z współczesnej geopolityki, Niemcy i Rosjanie zgodnie twierdzą że ich wspólne przedsięwzięcie jest pozbawione tego wymiaru oraz, że projekt nie jest wymierzony w kraje europy środkowej i wschodniej. Mocno zastanawiające.

Zakładając, że Rosjanom chodzi jedynie o wyeliminowanie opłat tranzytowych, nawet w tym przypadku nie można powiedzieć, że projekt nie jest wymierzony przeciwko środkowoeuropejskim stolicom. Oczywiście gdyby był to jedyny cel i idea projektu, sceptyczne stanowisko Warszawy nie byłoby usprawiedliwione. Rosyjsko niemiecki projekt, którego większościowym udziałowcem będzie strona rosyjska, może jednak zostać użyty, jako narzędzie uskuteczniania tradycyjnej polityki. Nie są to bezpodstawne domysły, lecz rzeczywistość, czego przykładem były rosyjsko ukraińskie wojny gazowe, których skutki odczuła również Europa zachodnia.

Biorąc pod uwagę aspekt geopolityczny projektu, nie dziwi fakt, że Rosjanie zapewniają o jego braku, nie dziwi również, że zgadzają się z nimi Niemcy, którzy dostali darmową próbkę tego co mogłoby ich czekać w razie ewentualnego konfliktu Moskwy z Warszawą, bądź Kijowem. Powinien natomiast dziwić, a właściwie zastanawiać fakt, iż Warszawa zdaje się tym zapewnieniom całkowicie ufać.

Koalicja państw, które podzielały stanowisko Polski względem gazociągu, bardzo szybko topnieje.
Pierwszym krajem, który zdecydował o przełamaniu impasu, została Dania. oficjalne zastrzeżeniem Kopenhagi było potencjalne zagrożenie ze strony projektu dla środowiska naturalnego. Wygląda na to, że wątpliwości ojczyzny Hamleta zostały rozwiane, pytanie tylko czy sprawcą był niezależny raport ekspertów, czy raczej nieupublicznione rosyjsko-niemieckie ustępstwa. Możemy z całą pewnością wykluczyć zmowę Kopenhagi z Berlinem, względem kwietniowego wyboru szefa NATO dlatego, że Dania wyraziła zgodę na ułożenie rury w jej strefie ekonomicznej dopiero w październiku, jednak bezinteresowne ustępstwa są zjawiskiem rzadko spotykanym w stosunkach międzynarodowych.

Kolejnym państwem, które w wyniku badań przedstawionych im prze specjalistów, rozważa zmianę stanowiska na temat projektu, to Finlandia. Widocznie, październikowe rozmowy premiera Putina z przedstawicielami fińskiego rządu okazały się owocne. Rozmawiano o problemach okresu kryzysu, wspólnych przedsięwzięciach oraz współpracy energetycznej, szczególnie ten ostatni aspekt jest niezwykle istotny dla uzależnionej w 100% od rosyjskiego gazu, oraz w 70% od rosyjskiej ropy, Finlandii. Być może dlatego, premier Putin wspomniał w trakcie rozmów,  temat możliwości dopuszczenia Finlandii do udziałów w rosyjskich złożach Stockmana na morzu Barentsa. Nowo powstające, Finlandzkie centrum kultury w Sankt Petersburgu z pewnością nie odgrywa większej roli w procesie zmiany stanowiska rządu w Helsinkach.

Oczywiście są to spekulacje, jednak wygląda na to, że każdy ma swoją cenę, natomiast początkowe, negatywne stanowisko stanowi świetną pozycję wyjściową do dalszych, indywidualnych negocjacji .

Aby zrozumieć dążenia Kremla do utworzenia narzędzia uskuteczniania własnej polityki, należy zastanowić się nad problemami wynikającymi z rosyjskiej geopolityki. Jeżeli poddamy analizie wszystkie aspekty rosyjskiej geografii politycznej, jeden z nich wyraźnie wysuwa się na pierwszy plan. Mowa, oczywiście o ogromnym terytorium Rosji, które automatycznie determinuje pewne, określone działania Moskwy i kreśli nadrzędne wytyczne, na których Kreml opiera swoje strategiczne decyzje. Rozległe połacie terenów Rosji odegrały decydującą rolę w ewolucji rosyjskiej państwowości, oraz w kształtowaniu specyficznej formy społeczeństwa, które tworząc oddalone od siebie o setki kilometrów skupiska, miało tendencję do preferowania silnych, zapewniających odpowiednią opiekę, autorytarnych rządów.

Motorem działania Moskwy jest niewątpliwie czynnik samozachowawczy. Rosja, mając tak rozległe terytorium, nie posiada wystarczającej ilości naturalnych barier, aby skutecznie oprzeć się dobrze przygotowanej i zaplanowanej interwencji, przeprowadzonej przez odpowiednio przygotowanego przeciwnika. Aby należycie rozumieć i interpretować rosyjskie działania należy zdać sobie sprawę z tej prostej zależności. Historycznie, ekspansja zachodnia Moskwy była w jej oczach działaniem mającym na celu zapewnienia sobie względnego bezpieczeństwa. Optymalnym rozwiązaniem dla Kremla, było utworzenie wokół Rosji, szeregu państw buforowych, które obsadzone przychylnymi rządami pełniłyby rolę pierwszej linii obrony przed ewentualnym atakiem.

Jeżeli przyjmiemy, że naturalnym wektorem rosyjskiej ekspansji jest zachód, czyli Europa wschodnia, Gazociąg Północny doskonale wpisuje się w rolę katalizatora moskiewskich wpływów w tym regionie. Mimo jednoznacznych zapewnień dwóch największych udziałowców projektu, Berlina i Moskwy.

Wszystko wskazuje na to, że Nord Stream jednak powstanie, Rosjanom pozostaje jedynie przekonać Szwedów i ewentualnie Estończyków. Jeżeli, wbrew temu co obecnie mówi Moskwa, Rosjanie skorzystają w przyszłości z możliwości, które Nord Stream im oferuje, gdy zdarzy się ku temu odpowiednia okazja, Berlin będzie miał ograniczoną możliwość odpowiedzi, gdyż wiązałoby się to z zakręceniem gazowego kurka.

Berlin jest przekonany, że zrobił doskonały interes integrując Polskę w struktury UE, umiejętnie korzystając z soft power. Właściwie, dla Polski jest to również dobry interes ponieważ gwarantuje bezpieczeństwo przed ekspansją militarną ze strony obecnie przychylnego sąsiada, nie gwarantuje natomiast bezpieczeństwa przed ekspansją ekonomiczną i kulturową. Oczywiście mowa tu, nie o bezpośredniej propagandzie, lecz o subtelnej grze psychologicznej popartej odpowiednią kampanią przemysłu filmowego, oraz zaprzyjaźnionych mediów i organizacji pozarządowych, której obecnym niekwestionowanym liderem są Stany Zjednoczone.

Zakładając, że Rosja w długoterminowej perspektywie osiągnie swe strategiczne cele, upora się z przejściowo zaognioną sytuacją na Ukrainie, w Gruzji, oraz ureguluje sprawy na Białorusi, Moskwa będzie mogła poświęcić swą, dotychczas rozproszoną uwagę oraz odpowiednio zwiększone środki, aby zająć się skutecznym poszerzaniem własnych wpływów nad Wisłą.

Kiedy to nastąpi, niemiecka i rosyjska soft power po raz kolejny w historii zetrą się w przestrzeni społeczno-politycznej Polski, podobnie jak miało to miejsce tuż przed rozbiorami I Rzeczypospolitej w XVIII wieku, lecz w nieco odmiennej konfiguracji. Jak owo starcie wpłynie na samą Polskę i Polaków możemy jedynie spekulować. Doświadczeni historią możemy jednak pokusić się o wielce prawdopodobne stwierdzenie, że wszelkiego rodzaju próby nacisków ze strony naszych dwóch największych sąsiadów spotkają się ze zdecydowanym oporem.

Czyżby Polska skazana była, na niekończący się koncert swoich dwóch największych sąsiadów?

19
wrz
09

Tarczy Niet!

obama-change

Stało się. Nadzieje zwolenników instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej właśnie zostały pogrzebane. Przeciwnicy projektu mogą natomiast z radosnym sercem świętować. Przedwczoraj, czyli w 70 tą rocznicę agresji sowieckiej na II Rzeczpospolitą, szefowie rządów Polski i Czech zostali poinformowani o wycofaniu się Waszyngtonu z umowy, którą podpisano pod koniec ostatniej kadencji prezydenta Busha juniora. Czy obecna głowa państwa – prezydent Barack Obama, rezygnując z wcześniejszych ustaleń kierował się krytycznymi uwagami na temat skuteczności samego projektu? Czy raczej krok ten jest ukłonem w stronę Federacji Rosyjskiej, w ramach niepisanego porozumienia w kwestii Irańskiej? Być może odpowiedzią będzie rola jaką Moskwa odegra w procesie regulowania problemu irańskiego. Jedno jest pewne, decydenci Kremla mogą sobie nawzajem pogratulować dobrze wykonanej roboty.

Oczekiwanie/Niepewność

Właściwie już po objęciu fotela prezydenckiego przez Baracka Obamę, projekt instalacji elementów BMD (Balistic Missle Defence) stanął pod wielkim znakiem zapytania. Świeżo upieczony prezydent dał jasno do zrozumienia, że wątpi w rzekomo potwierdzoną testami, skuteczność owego systemu. Część komentatorów twierdzi, że opinia Obamy była w mniejszym stopniu podyktowana oceną skuteczności, raczej wynikiem dwustronnych porozumień pomiędzy Waszyngtonem i Moskwą w ramach resetowania bilateralnych stosunków.

Entuzjaści projektu, z drżącym sercem oczekiwali jednoznacznych, pozytywnych deklaracji i słuchali coraz to nowych przecieków napływających zarówno z USA jak i Rosji. Spekulowano na temat możliwych ustępstw Moskwy w kwestiach istotnych dla USA w zamian za porzucenie planów instalacji tarczy. Sceptycy natomiast radowali się, kiedy przecieki wskazywały na chęć porzucenia projektu przez nową administrację Obamy.

Sama instalacja nie wpłynęłaby bezpośrednio na potencjał obronny Polski dlatego, że przeznaczeniem systemu było przechwytywanie rakiet długiego zasięgu, skierowanych przeciwko USA. Natomiast w razie konfliktu angażującego tarczę, obecność instalacji na terenie Polski mogła być potencjalnie groźna dla niej samej. Jednym słowem, gdyby elementy BMD powstały w Polsce, ta znalazła by się na samym szczycie wrogiej listy priorytetowych celów. O co więc chodziło polskim politykom, kiedy decydowali się na podpisanie umowy z Waszyngtonem?

Z całą pewnością nie o samą budowę tarczy, która właściwie nie dałaby Polsce żadnych wymiernych korzyści. Chodziło o coś zupełnie innego. Mianowicie o gwarancję zaangażowania USA w szeroko pojmowaną, ewentualną obronę polskiej suwerenności. Dlatego, że hipotetyczna agresja na Polskę wiązałaby się z automatycznym atakiem na żołnierzy amerykańskich stacjonujących na jej terytorium. W skrócie chodziło o coś w rodzaju poszerzenia gwarancji zawartych w artykule 5 traktatu Waszyngtońskiego, na którym opiera się strategia obronna NATO.

Katastrofa/Wybawienie

W dniu 17 września, rządy Polski i Czech zostały poinformowanie o wycofaniu się amerykańskiej administracji, z umowy którą z wielkim trudem udało się wynegocjować pod koniec kadencji republikańskiego prezydenta Busha. Z całą pewnością jest to dzień żałoby dla entuzjastów instalacji BMD na terenie Polski. Przeciwnicy natomiast powinni się szczerze radować bo oto nastał dzień, kiedy w końcu, imperialistyczna Ameryka zadecydowała o zmniejszeniu swego zaangażowania w regionie. Oczywiście jest to powód do radości również wśród kręgu moskiewskich polityków. Prawdopodobnie również dla Niemiec, które wspólnie z Rosją pragną stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa na starym kontynencie.

Dzień 17 września 2009 jest dla polaków datą szczególną. Szczególną dlatego, że równo 70 lat temu, w czasie gdy Polska próbowała zatrzymać hitlerowską machinę wojenną, została w niespodziewany i haniebny sposób zaatakowana przez sowietów. Wobec niefortunnego zbiegu okoliczności, czyli wyboru, przez prezydenta Obamę, tego właśnie dnia na poinformowanie swych polskich i czeskich sojuszników o zerwaniu umowy – należy zadać sobie pytanie czy było to działanie celowe? Prezydent Kaczyński sugeruje, że tak. Podejrzewam, że prezydent prywatnie przekonany jest, iż Obama zdecydował się na ten właśnie dzień, na wyraźne żądanie Moskwy. A poważniej, nie sądzę aby Waszyngton celowo wybrał tą datę, chociaż jak to mówią – wszystko jest możliwe.

Czy decyzja amerykańskiej administracji wynika z krytycznego podejścia do wątpliwej skuteczności stacjonarnego systemu BMD? Być może, na pewno w jakimś stopniu.
Problem w tym, że wiele czynników wskazuje na zupełnie inną opcję. Oczywiście mowa tu o roli jaką Moskwa może i powinna odegrać, w procesie rozwiązywania kryzysu wokół programu atomowego Iranu. Zgadzam się z opinią redaktora Wołejko, który twierdzi, iż Moskwa w relacjach z Teheranem nie ma rzeczywistego wpływu na ten ostatni. Ale w wachlarzu możliwości kremla jest choćby zgoda na proponowane przez zachód sankcje. Osobiście, nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem sankcji, jednak w pewnych okolicznościach są one po prostu niezastąpione. Szczególnie gdy alternatywą jest konflikt zbrojny o nieprzewidywalnym wpływie na globalny system bezpieczeństwa.

Jeżeli Waszyngton nadal nie wyklucza żadnej opcji, to w mocy Kremla jest również umożliwienie realizacji izraelskich planów ataku na instalacje nuklearne w kraju ajatollahów. Pewne źródła donoszą, że przy budowie elektrowni atomowej w Buszerze pracuje wielu rosyjskich inżynierów i specjalistów, dlatego niespodziewany atak na te instalacje oznaczałby dla agresora spore kłopoty. Być może właśnie z tego powody, premier Izraela Benjamin Netanjahu odbył ostatnią „półoficjalną” wizytę do Moskwy. Podejrzewam, że nawet gdyby prezydent Obama wstrzymał się z agresją – Izrael sam świetnie by sobie poradził. Oczywiście niezbędne jest zielone światło ze strony Moskwy i gwarancje, że Rosja nie dostarczy, obiecanych Teheranowi, systemów obrony przeciwlotniczej przed ewentualnym atakiem.

Czy prezydent Obama, podejmując ostateczną decyzję względem instalacji BMD w Polsce i Czech, kierował się najnowszymi testami jej skuteczności? Prawdopodobnie tak, pytanie tylko w jakim stopniu. Wprawdzie nie przekonują mnie „najnowsze”, zrewidowane prze z administrację Obamy testy, jednak w pewien sposób przemawia do mnie decyzja o rozwoju mobilnego systemu BMD, którego podstawową zaletą jest mobilność właśnie . Ma to sens, z bardzo prostej przyczyny – ruchome elementy systemu będą dużo trudniejsze do zniszczenia dla ewentualnego agresora. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie sceptycyzm Moskwy względem amerykańskiego projektu odgrywał decydującą rolę w trakcie podejmowania decyzji przez prezydenta Obamę.

I co dalej?

Należy zadać sobie fundamentalne pytanie: czy rezygnacja z wcześniejszych ustaleń między rządami USA, Polski i Czech oznacza definitywne zmniejszenie zaangażowania Ameryki w regionie?
Pytanie na pozór banalne, jednak dla Europy Wschodniej niezwykle istotne. Jeżeli administracja Obamy w ramach resetowania stosunków z Rosją, postanowiła wycofać się nie tylko z projektu BMD, lecz również z wzajemnej współpracy wojskowej i eksportu technologii z nią związanych – oznacza to próbę zaciśnięcie współpracy z Moskwą do poziomu, w którym rola państw europy wschodniej, jako buforu przed ekspansją Kremla, będzie marginalna lub zupełnie straci rację bytu. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że teoria jest nieco „na wyrost”, jednak powinniśmy teraz bardzo uważnie śledzić rozwój wydarzeń. Na szczególną uwagę zasługuje rola jaką Moskwa odegra w trakcie najbliższych negocjacji w kwestii Iranu i jego programu nuklearnego. Istotnym, z punktu widzenia Warszawy i innych krajów regionu, będzie kształtowanie się przyszłych relacji na linii Moskwa – Waszyngton. Wnikliwa ich obserwacja powinna nam, wcześniej czy później, przynieść odpowiedź na nurtujące nas pytania.

rossija.

Więcej tekstów oraz autorów na portalu  Polityka Globalna
08
wrz
09

Polsko – Rosyjskie podchody

putin tusk2

Niedawno mieliśmy przyjemność gościć w Polsce jednego z najbardziej wpływowych polityków świata, premiera Rosji Władymira Putina. Wprawdzie uroczystości, które odbyły się 1 września na Westerplatte przygotowane zostały z myślą o uczczeniu 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej, jednak kilku komentatorów przytomnie zauważyło, że oprawa prasowa jaka towarzyszyła uroczystościom, nadmiernie eksponowała pewnego szefa rządu zza wschodniej granicy. Złośliwi twierdzą że impreza przygotowana była głównie z myślą o należytym podjęciu byłego oficera KGB, który po latach oziębionych relacji, okraszanych min. zakazem pływania czy wojnami warzywno – mięsnymi, zdecydował schować kij i wyciągnąć dorodną rosyjską marchew. A nuż Polacy pochwycą marchew w królicze zęby i będą się nią kontentować w milczeniu.

Veni, vidi, vici, mógłby z pełnym przekonaniem powiedzieć premier Putin po powrocie z blisko-zagranicznych wojaży w domowe pielesze. Dlaczego? Ano dlatego, że wyprawa do znienawidzonego Lechistanu kosztowała bardzo niewiele w sensie szeroko pojętych ustępstw. Wygląda na to, że niektórzy Polacy wbili łapczywie zęby w sztucznie przerośniętą marchew, sygnowaną min zgodą na żeglugę polskich jednostek przez cieśninę Pilawską. Zauroczeni przyjacielskim aromatem warzywa, co niektórzy stwierdzili że można ogłosić kolejny wielki sukces polskiej dyplomacji. Oto jeden z najważniejszych polityków globu postanowił odrzucić wzajemne animozje i zaszczycić swą obecnością niewdzięcznych, uprawiających politykę historyczną, Polaków.

Aby przygotować dobry grunt pod swą ekspedycję, Premier Putin postanowił napisać list do narodu polskiego, który upubliczniony został przez jeden z największych ogólnopolskich dzienników.
Wprawdzie w liście skierowanym do niepoprawnych polaków, premier Putin w jednej ręce eksponuje wspomnianą marchew, natomiast w drugiej groźnie potrząsa i postukuje wielkim kosturem. Nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości odnośnie alternatywy odrzucenia, wspaniałomyślnej i szczodrej, oferty pragmatycznej współpracy. Oczywiście w ramy oferty należy zaliczyć porzucenie przez Polskę upartych prób relatywizacji historii, w szczególności działań mających na celu obalenie mitu wielkiego Stalina.

Premier Putin daje do zrozumienia, że owszem możemy budować wspólną przyszłość a nasze stosunki maja potencjał do poprawy i pełnego rozkwitu, jednak pojawia się tu jedno małe lecz znamienne „ale”. Wspomniane „ale” oznacza subtelnie zawoalowaną sugestię skierowaną w stronę polskiej sceny politycznej. Sugestię polegająca na odrzuceniu przez polskie elity postaw konfrontacyjnych w relacjach z wschodnim sąsiadem. Sam premier Putin stawia na pragmatyzm, w związku z czym polskie społeczeństwo również powinno. Nawiasem mówiąc, Polacy nie mają innego wyjścia jeżeli chcą ułożyć dobre relacje z Moskwą. Alternatywą dla polskiej spolegliwości są wszelkiego rodzaju zakazy, nakazy i embarga, czego Warszawa doświadczyła już na własnej skórze. Ponadto Polacy nie powinni zapominać że są w ogromnym stopniu uzależnieni od rosyjskich surowców.

Czy mieszkańcy kraju nad Wisłą zdają sobie sprawę z tego, że niestety nie posiadają analogicznych do rosyjskich wpływów? Wygląda na to, że obecny rząd Tuska doskonale o tym wie i stara się dostosować zakres i siłę oddziaływania polskiej polityki zagranicznej do faktycznych możliwości Warszawy. Sprawa wygląda zupełnie inaczej z perspektywy Prezydenta Wszystkich Polaków, Lecha Kaczyńskiego oraz partii jego brata, Jarosława. Wygląda na to, że ci panowie postanowili obrać sobie za cel krucjatę przeciwko wszystkim, którzy zgodnie z duchem pragmatyzmu i groźnym relatywizmem na ustach, decydują się na kolaborację z odwiecznym wrogiem plemienia Lecha.

Polska ma przed sobą dwie drogi. Jedna z nich, oznaczona znakiem „zdrowy rozsądek”, prowadzi do stabilizacji stosunków na linii Warszawa – Moskwa, nawet kosztem zachowania taktownego milczenia w pewnych drażliwych kwestiach, różniących obydwie strony. Wygląda na to, że tę drogę obrała ekipa Tuska i jeśli nie zostanie on zakrzyczany przez opozycję, z przyczepioną etykietką zdrajcy i kolaboranta, to pragmatyczna polityka zagraniczna może przynieść wymierne korzyści.

Kolejna alternatywą dla Warszawy jest droga oznaczona znakiem „polityka historyczna”. Właściwie nie trzeba tego wyjaśniać, jednak dla lepszego zobrazowania tego co ów wariant dla Polski oznacza, wystarczy sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz, do okresu kiedy za sterami państwa stała koalicja PIS -u z awanturniczą Samoobroną i ultrakatolicką, nacjonalistyczną LPR . Konfrontacyjna postawa rządu Kaczyńskiego w polityce zagranicznej, zrujnowała relatywnie dobrą percepcję Warszawy za granicą. PIS -owcy i spółka po prostu nie potrafili odnaleźć się w czymś tak dla nich złożonym jak wielowymiarowa polityka zagraniczna, przekładając pokrzykiwanie i  potrząsanie szabelką nad konstruktywny dialog.

Polacy winni sami zdecydować, którą z opcji wybiorą, jednak nie powinni zapominać o jednym z najważniejszych polskich przysłów, które w prostych słowach podpowiada receptę na pozytywną zmianę obecnej, nie najlepszej sytuacji. W kilku słowach – „zgoda buduje, niezgoda rujnuje”..

26
sie
09

Pakt, który zmienił Europę

molotov-ribbentrop-stalin

Właśnie minęła 70-ta rocznica podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow, który jak twierdzi wielu historyków był preludium do wybuchu II wojny światowej. Istnieją duże rozbieżności w interpretacji tych wydążeń. Szczególnie wyraźnie widać to kiedy porównamy stanowiska Polski i Rosji. Tymczasem już za kilka dni będziemy świadkami wizyty premiera Putina w Polsce. Nasuwa się pytanie, czy rozbieżności w ocenie tamtych wydarzeń umożliwią niezakłócony przebieg uroczystości.

W latach 30-tych zeszłego wieku, II Rzeczpospolita znalazła się na równi pochyłej i konflikt z którymś z dwóch wielkich sąsiadów był nieunikniony, pozostawał jedynie kwestią czasu.
Problem polski polegał na tym że nie mogła i nie chciała związać się z hitlerowskimi Niemcami przeciwko Stalinowi, z którym notabene miała podpisany pakt o nieagresji. Nie mogła również, znając doskonale postać Stalina i wiedząc do czego był zdolnym, wystąpić ze stalinowską Rosją przeciwko Niemcom. Konsekwencją tego była zmowa mocarstw mająca na celu eliminacje gracza, który z uwagi na niefortunne położenie miedzy dwoma ekspansyjnymi ideologiami został skazany na zagładę.

W kilka tygodni po tym kiedy Hitler podbił Polskę, Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie tereny II rzeczpospolitej. Stalin doskonale wiedział że aby zapewnić sobie spokój na zajętych terytoriach musi wyeliminować wszelkie ogniska oporu. Stąd rozkaz zamordowania wielu tysięcy polskich oficerów, naukowców, urzędników czyli elity, która mogła inspirować i organizować opór wobec okupanta. Z jednej strony podobny czyn był czystym barbarzyństwem, z drugiej jednak minimalizował ryzyko niepokojów i destabilizacji. Rosjanie widzą to właśnie w ten sposób – jako okrutną konieczność, do której Stalin musiał się posunąć aby zapewnić bezpieczeństwo własnym obywatelom. Rosjanie rozumieją, że do podjęcia tak bestialskiej a zarazem “słusznej” decyzji potrzeba było kogoś równie wielkiego jak on. Nawiasem mówiąc, ostatnio rosyjscy historycy zaczęli podejmować próby zrzucenia ze Stalina winy za zamordowanie polskich oficerów tłumacząc, że za rozkazem wymordowania stał Beria. Znamienny bo mający na celu uczłowieczenie Stalina zabieg jest bardzo wyraźnym odbiciem tego w jaki sposób rosyjskie społeczeństwo postrzega i ocenia byłego przywódcę ZSRR.

Podejmując próbę oceny Stalina posługując się powiedzeniem – „miarą wielkości człowieka nie jest liczba ofiar które ma na sumieniu ale to co osiągnął” możemy dojść do zaskakujących wniosków. Kierując się tą logiką, chyba najbardziej niepokojące jest stwierdzenie, iż ofiary komunizmy były konieczne, mało tego, były niezbędne, aby osiągnąć to czego dokonał Stalin. Dla Rosjan fakt, iż były przywódca ZSRR decydował się na ofiary sprawia, że staje się on w ich oczach jeszcze większy. W myśl zasady, że ofiary były koniecznością i musiały zostać złożone na ołtarzu poświęcenia po to aby naród rosyjski wraz z podległymi mu podmiotami mógł wzrastać w duchu komunizmu i zająć należna mu pozycje w świecie.

Wielu rosjan uważa, że liczba ofiar stalinowskich świadczy jedynie o przenikliwości wodza który w trosce o dobro ogółu nie wahał się przed wydawaniem trudnych rozkazów. Natomiast moralna ocena reżimu Hitlera, dokonana przez naród niemiecki jest zdecydowanie negatywna. Niemcy w wyniku przegranej wojny i w świetle rzuconym na hitlerowskie zbrodnie przyznały się się do oczywistej winy. Rosjanie z kolei widzą sprawę zupełnie inaczej dlatego, że to właśnie oni kosztem wielu milionów ofiar zadali Niemcom decydujący cios. Wbrew dziesiątkom, głównie amerykańskich, filmów na temat inwazji w Normandii oraz propagandy odnośnie roli zachodnich aliantów, to właśnie Stalin na froncie wschodnim zadał Niemcom najpoważniejsze straty a jednocześnie poniósł największą ofiarę w ludziach. Nie łatwo więc będzie zmienić sposób w jaki Rosjanie postrzegają zarówno swojego wodza jaki i wydarzenia poprzedzające wybuch wojny. Dla nich pakt Ribbentrop – Mołotow był jedynie wybiegiem Stalina, mającym na celu kupienie ZSRR więcej czasu na przygotowania do nieuniknionej konfrontacji z hitlerowcami. Oczywiście Stalin nie miał pewności, że Niemcy zaatakują Związek Radziecki. Mimo faktu, iż ostrzegali go o tym zarówno wojskowi jak i jego najbliższe otoczenie, Stalin do końca czyli aż do momentu samego ataku nie wierzył, że Adolf Hitler ma w planie inwazje na ZSRR. W świetle tych informacji, próba przedstawiania przez Rosjan paktu jako sprytnego wybiegu którego zadaniem było kupić czas jest co najmniej nie trafiona. Stalin był przekonany że Niemcy po zajęciu, ustalonych tajną klauzulą, zachodnich ziem Rzeczpospolitej skierują swą machinę wojenną na zachód pozostawiając w spokoju wschodniego sojusznika. Właściwie Stalin miał w tym punkcie rację, jednak nie przewidział, że Francja podda się właściwie bez walki a tym sammym Hitler skusi się na złamanie podpisanych zobowiązań.

Obecna, 70-ta rocznica podpisania paktu schodzi się z wizytą Putina w Polsce z okazji 70-tej rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Po obu stronach jest wiele rozbieżności jednak czy wola poprawy obustronnych relacji okaże się silniejsza niż zadawnione animozje? Nieprzypadkowo w czasie wizyty rosyjskiego premiera będą prowadzone rozmowy dotyczące umów na dostawy surowców dla Polski. Czyżby Rosja postanowiła się w ten sposób zabezpieczyć przed podejmowanymi przez pewne polskie kręgi nachalnymi próbami rewizji jej historii? Najprawdopodobniej tak, jednak nie możemy im tego zarzucić jako, że jest to raczej normalna praktyka przy tego typu wizytach.

Obecna sytuacja, mimo oczywistych różnic pod pewnymi względami przypomina tą z późnych lat 30 – tych zeszłego wieku. Podobnie jak wtedy, Polska znajduje się miedzy „młotem a kowadłem”. Oczywiście Niemcy i Rosja wykazują zdecydowane różnice miedzy ich odpowiednikami sprzed ponad 70 lat, jednak nadal jesteśmy przedmiotem ich polityki, nie partnerem. Problem pojawia się w momencie kiedy współczesna Rosja nie czuje się winna stawianym im przez polaków zarzutom. Oczywiście nie jest możliwym bezkrytyczne przyjecie polskiego stanowiska, natomiast jak najbardziej na miejscu są dwustronne rozmowy na ten temat, raczej na szczeblu eksperckim niż rządowym. W przeciwnym wypadku polsko rosyjskie relacje będą na tym coraz bardziej cierpieć.
Jeżeli chodzi o Niemcy, te z wielką łatwością wygrywają walkę o polskie serca i umysły dlatego, że udało im się odnaleźć wspólną płaszczyznę w postaci ideii integrowania Europy, w której to właśnie nasi zachodni sąsiedzi grają pierwsze skrzypce.

Polska nie powinna mówić Rosjanom jak maja się rozliczać z własną historią, bo to tylko zaogni dwustronne relacje. Pozostaje nam jedynie czekać na moment kiedy nasi wschodni sąsiedzi sami dojrzeją do pełnej i trzeźwej oceny mitu Stalina. W prawdzie, w Rosji są osoby które dostrzegają tragedię zarówno ówczesnej Polski jak i ofiar komunizmu, jednak pozostają one w zdecydowanej mniejszości. Dlatego nie sadze aby rosyjscy intelektualiści w dającej się przewidzieć przyszłości zdecydowali się, w przeciwieństwie do niemieckich, na wystosowanie listu przepraszającego za krzywdy jakich Polska doznała od ZSRR. Przyczyna jest bardzo prosta – obecni gospodarze kremla świetnie znają swoje społeczeństwo, a to jednoznacznie ocenia Stalina, jego działania i metody jako słuszne i uzasadnione. Zakładając, że na kremlu pojawiła by się wola pojednania i rozliczenia z wspólna historią, w co wątpię, bardzo trudne będzie odnalezienie satysfakcjonującego obydwie strony kompromisu.

Dla wytrwałych, polecam obszerny materiał poświęcony polityce mocarstw przed i w czasie II wojny światowej (link do reszty tu, gdyby nie wyświetliła się możliwość wyboru kolejnych części).

rossija.

08
cze
09

O Patriotach i Tarczy słów kilka…

mleczko patrioty

Szef Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej gen. Nikolaj Makarow oświadczył, iż kolejne rundy konsultacji na temat nowego porozumienia o redukcji zbrojeń strategicznych uzależnia od rozstrzygnięcia kwestii instalacji amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej w Polsce.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi prezydenta USA Baracka Obamy na temat globalnej redukcji zbrojeń a także daleko idące obietnice, jak np. od lat blokowana przez amerykański senat ratyfikacja traktatu o zakazie prób z bronią jądrowa lub też zmniejszenie roli jaką odgrywa arsenał jądrowy w strategii bezpieczeństwa USA. Możemy z ogromnym prawdopodobieństwem, niemalże pewnością, zawyrokować iż na terenie polski tarcza nie powstanie. Nie ma również pewności co do przekazania stronie polskiej baterii rakiet patriot. Ostatnie doniesienia na ten temat sugerują iż strona polska, aby “dostać” patrioty musiała by zapłacić za rakiety wchodzące w skład baterii przy czym pewne źródła podają kwoty rzędu 1-3 mld dolarów. Pojawiły się tez doniesienie iż patrioty, owszem zostaną przekazane z tym ze nie będą uzbrojone. Co oznacza, iż nie będą posiadały głowic, które przetrzymywane będą najprawdopodobniej poza terytorium polski , co ograniczyło by ewentualne protesty FR ale także umożliwiło szkolenie polskiej obsługi dla takich baterii.

Właściwie, ma to pewien sens. zakładając iż polska w procesie modernizacji armii podejmie decyzje o obliczonym na lata zakupie sławnych patriotów do stanu uznawanego za wystarczający do obrony całego terytorium polski czyli około 20 baterii. Jednak czynnikiem odstraszającym może być tutaj cena, jak również nie do końca równe traktowanie partnerów przez USA. Przykładem możne być transakcja w której rząd Korei południowej zakupił 14 baterii w cenie niespełna 300mln dolarów za jedną podczas gdy od strony polskiej za jedną baterie żąda się co najmniej trzy razy tyle. W świetle powyższych faktów nie dziwi deklaracja polskiego MON na temat współpracy polskiego przemysłu zbrojeniowego z Izraelskim. Być może jest to próba zasygnalizowania administracji USA, że nie tylko USA produkują i sprzedają wysokiej jakości uzbrojenie i że za równej jakości sprzęt można zapłacić dużo mniej a ponadto uzyskać bezpośrednie inwestycje w  przemysł zbrojeniowy. Nie bez znaczenia jest również import tzw wysokich technologi związanych ze zbrojeniami.

Polacy, już kilka razy doświadczyli niewywiązującej się z umów i obietnic administracji USA. Jestem przekonany iż to właśnie ostatnie wydarzenia uzmysłowiły polskiej ekipie rządzącej konieczność “dywersyfikacji” dostaw sprzętu dla polskiej armii. Dlatego też cieszy mnie fakt iż Polska i Izrael pragną zacieśnić współprace w sferze zbrojeniowej, szczególnie że obydwa kraje, oczywiście w rożnym zakresie, maja sobie wiele do zaoferowania.

rossija.

09
maj
09

Polska, Rosja – poprawa stosunków

Russia Poland

W dniach 5-6 maja 2009 minister spraw zagranicznych polski Radosław Sikorski złożył wizytę w Moskwie, w odpowiedzi na zaproszenie szefa MSZ Federacji Rosyjskiej, Siergieja Ławrowa.

Za jedno z najważniejszych ustaleń można uznać tzw. „zielone światło” ze strony Moskwy dla inicjatywy „Partnerstwo Wschodnie” które w założeniu ma oferować pomoc w przeprowadzaniu reform u docelowo 5ciu sąsiadów EU, czyli, jak ktoś to ciekawie określił „eksporcie stabilizacji”.

Wszystko wygląda pięknie, pytanie tylko na jakie pozakulisowe ustępstwa zdecydowała się Warszawa. Po głębszym zastanowieniu przychodzi mi do głowy kilka kwestii.  Pierwsza z nich to Nord Stream. Jak wiadomo projekt ten według większości opinii, szkodzi interesom narodowym Polski. W dłuższej perspektywie zakładając ze dojdzie do finalizacji projektu, Rosja uzyska olbrzymi atut, jakim jest potencjalna możliwość wstrzymania dostaw gazu pod jakimkolwiek pretekstem min. dla Polski. Bez konieczności zawieszenia dostaw dla zachodniej EU. Nie jest powiedziane ze Rosja do tego się posunie, niemniej jednak podniesie to drastycznie range jej argumentów. Nie bez znaczenia pozostają opłaty tranzytowe i uzyskiwane przez polskę z tego tytułu wpływy.  Biorąc pod uwagę silne Niemieckie lobby, możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć ze projekt zostanie zrealizowany.

Rozsadek nakazuje, aby jeżeli nie możemy zablokować tej inwestycji, postarać się przehandlować polski sprzeciw za określone, wymierne korzyści. Być może cena jaka polska zapłaciła za „Partnerstwo Wschodnie” i ocieplenie stosunków jest właśnie ciche „tak” dla Nord Stream.

Kolejną kwestią pozostaje tzw. tarcza antyrakietowa. Pomijając jej kontrowersyjną skuteczność, zainstalowana, dawała by Warszawie gwarancje większego zaangażowania USA w regionie, co wg opinii niektórych polityków jest niezwykle istotne dla suwerenności Polski. Wpływ tarczy na bezpieczeństwo polski jest również kwestią sporną. Ponieważ sama instalacja tarczy wiązała by się z klasyfikacja jej jako celu strategicznego a co z tym idzie jednego z pierwszych w kolejności do zniszczenia.

Rosja stosuje powszechnie znana strategie “kija i marchewki”. Jak na razie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Poczekajmy jednak na moment kiedy temat tarczy powróci. A wtedy polsko- rosyjskie, z wielkim trudem ocieplone stosunki, mogą się równie szybko ochłodzić. Nie należy przy tym zapominać że część zachodniej EU jest przeciwna amerykańskiej instalacji. Mimo iż Polska i USA już podpisały umowę, tymczasowo jest ona martwa. Jeśli zmartwychwstanie, na szali będą “dobre” stosunki z Moskwa , popierana prze część starej EU patrzące niechętnym okiem na umacnianie wpływów USA w tej części Europy.

Pozycja polski w stosunkach bilateralnych z FR jest zdecydowanie słaba. Natomiast w Pozycja w oparciu o struktury EU, co zresztą wymaga bardzo subtelnego uprawiania polityki – zdecydowanie silniejsza. Warszawa powinna to wykorzystać w sposób optymalny. Cieszy mnie, ze politycy z nad Wisły, wreszcie zrozumieli ze nie należy zamykać drogi do zbliżenia miedzy EU i Rosja. Szczególnie wobec coraz silniejszych Chińskich wpływów na wschodnich obszarach Federacji.

rossija.




RSS Rossija

Blog Stats

  • 11,556 hits

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.