Pozycje z etykietami ‘obama

07
paź
09

Irańska ruletka

irańska ruletka copy

Ostatnimi czasy, mieliśmy przyjemność oglądać zmagania największych, mające na celu uregulowanie problemu irańskiego atomu. Byliśmy też świadkami, próby podjętej przez prezydenta Obamę, która polegała na użyciu wobec Rosji, jakże popularnej metody kija i marchewki . Ekipa prezydenta Busha juniora, najczęściej używała kija, efektem czego nastąpiło znaczące pogorszenie relacji na linii Waszyngton – Moskwa.

Nowa administracja Białego Domu postanowiła sięgnąć po marchewkę, w postaci rezygnacji z planów rozmieszczenia elementów BMD (balistic missle defence) w Polsce i Republice Czeskiej. Pomijając kontrowersje na temat, zweryfikowanej przez demokratów, rzekomej nieskuteczności owego systemu, był to ewidentny ukłon w stronę Moskwy. Coś w rodzaju zachęty do porzucenia wzajemnych animozji, oraz zaproszenia do wspólnego rozwiązywania aktualnych problemów. Jak przystało na poważnego gracza, Moskwa ofertę przyjęła z umiarkowaną radością, nie obiecując nic wymiernego w zamian. Waszyngton natomiast spodziewał się bardziej entuzjastycznej, przekładającej się na namacalne korzyści reakcji.

Na temat tego czy decyzja Obamy była decyzją polityczną, podyktowaną chęcią przypodobania się Moskwie w celu umożliwienia przez Kreml realizacji amerykańskich planów względem Iranu, pisało już wielu komentatorów. Oczywiście zdania na ten temat, były i nadal są podzielone. Oficjalna wersja, przedstawiana przez prezydenta Obamę, jest taka, że na decyzję prezydenta miał wpływ jedynie raport na temat zweryfikowanej skuteczności stacjonarnego systemu BMD.

Najbliżsi odpowiedzi na pytanie, jak oficjalna wersja ma się do skompilowanej rzeczywistości, będą za kilka dekad historycy.

Z jednej strony, mając ograniczony dostęp do poufnych danych, możemy jedynie spekulować na temat tego jaką rolę w decyzji prezydenta Obamy odegrał czynnik moskiewski. Z drugiej natomiast doskonale wiemy, że USA znalazły się w sytuacji, w której dobra wola Moskwy jest elementem decydującym o powodzeniu planów Waszyngtonu.

Biorąc pod uwagę tę prostą zależność możemy dojść do wniosku, że wycofanie Waszyngtonu z planów instalacji BMD w Europie Wschodniej było znakiem zachęty dla decydentów Kremla.

Nie bez znaczenia jest również data, jaką prezydent Obama wybrał aby poinformować swych europejskich sojuszników o nieoczekiwanej zmianie planów. Niefortunny, 17-ty września ma dwa wytłumaczenia. Pierwszym z nich to zwykła pomyłka, niedoinformowanie lub pewne braki w zasobach wiedzy, wśród amerykańskich specjalistów od Europy Wschodniej. Drugim wytłumaczeniem, ktoś może zarzucić, że nazbyt ekstremalnym, jest celowy wybór tej daty przez administrację Białego Domu. W razie gdyby Kreml uznał samą rezygnację z planów rozmieszczenia BMD w Europie, jako niewystarczający, nie gwarantujący dobrej woli USA gest.

Jeśli przyjmiemy, że decyzja prezydenta Obamy była w pewnym stopniu podyktowana, niezłomnym stanowiskiem Kremla w kwestii Irańskiego programu atomowego, to z punktu widzenia amerykańskiej racji stanu, była to decyzja słuszna. Obecne zaangażowanie wojsk USA w Iraku i Afganistanie, oraz problemy logistyczne w przypadku Afganistanu a także zależność w wielu kwestiach od Moskwy, skutecznie studzą zapał do konfrontacji, wśród najbardziej nawet krewkich spośród amerykańskich polityków.

Pan Fareed Zakaria w swej książce pod tytułem The Post-American World, porównuje obecną sytuację USA do sytuacji w jakiej znalazła się Wielka Brytania u schyłku świetności imperium. Podobnie jak wówczas Londyn, obecnie Waszyngton zaangażował się w konflikty, które ukazują jego niespodziewaną słabość. Słabość, która jak drobne ślady pęknięć na dotychczas solidnym naczyniu, oznaczają początek końca tego naczynia. Oczywiście, nie końca Ameryki a jedynie pewnego okresu we dziejach ludzkości, którego cechą charakterystyczną była globalna dominacja Stanów Zjednoczonych.

Wracając do tematu, miejscem, w którym należało spodziewać się reakcji Moskwy na hipotetyczne ustępstwa Waszyngtonu, były rozmowy , które odbyły się 1-go października w Genewie. W trakcie spotkania przedstawicieli szóstki możnych tego globu, z irańskimi negocjatorami, nie doszło do żadnego przełomu, tym bardziej konsensusu. Prasa uzyskała i przekazała niewiele informacji, co samo w sobie można uznać za wielce wymowne. Gdyby wypracowano niewielkie nawet, sukcesy, można by je nieco podkolorować, co zadowoliłoby mniej wnikliwych. Tymczasem, jedynym sukcesem jaki udało się osiągnąć i zakomunikować, była zgoda Teheranu na kolejne, zapewne również bezowocne spotkanie.

W jaki sposób przebiegały genewskie rozmowy i która ze stron przyczyniła się do braku rozsądnego porozumienia względem irańskiego atomu, możemy jedynie spekulować.

Generalnie, szóstkę można całkiem łatwo podzielić, według ich intencji względem Teheranu. Pierwszą grupę stanowią państwa, w których interesie leży powstrzymanie atomowych ambicji Iranu, nawet za pomocą sankcji czy w ostateczności, zbrojnej interwencji. Druga grupa, to państwa ostrożnie podchodzące do ekonomicznej przemocy, bo ta godziłoby w ich interesy.

Do grupy pierwszej z całą pewnością można zaliczyć USA oraz Wielką Brytanię. W przypadku Francji i Niemiec sprawa przedstawia się nieco inaczej. Dzieje się tak, z uwagi na zaangażowanie niemieckich i francuskich firm w irańską gospodarkę. Korporacje, należące do europejskiego tandemu, dostarczają Iranowi m.in. maszyn i samochodów, budują elektrownie i drogi, modernizują i rozbudowują sieci przesyłu energii a koncern spożywczy Hochland, buduje w Iranie własne mleczarnie w celu uruchomienia produkcji serów.

Pomijając stanowisko Rosji, która również inwestuje w Iranie, a także Chin, dokonujących zakupów irańskich surowców,  może to właśnie interesy Niemiec, być może w mniejszym stopniu Francji, zaważyły o braku porozumienia względem nowych sankcji?

W dobie dzisiejszego kryzysu, zerwanie więzów gospodarczych z partnerem, który wtłacza w budżet państwa brakujące euro, wydaje się posunięciem nieracjonalnym.

Wracając do elementu rosyjskiego w irańskiej układance, wygląda na to, że Moskwa nie chwyciła, hipotetycznego haczyka i nie dała się przekonać amerykańskim namowom, skierowanym przeciwko gospodarce Iranu. Na decyzje Kremla wpłynął zapewne Pekin, któremu amerykański pomysł sankcji jest zupełnie nie na rękę. Nie należy bagatelizować również, irańskiego zaangażowania kontynentalnej dwójki, czyli Niemiec i Francji.

Dlaczego Moskwa nie chwyciła wspomnianego haczyka? Powód jest prosty: Rosja, jako producent gazu i ropy jest zainteresowana utrzymaniem jak najwyższego kursu sprzedaży tych surowców. W dużym uproszczeniu, im więcej źródeł ropy i gazu na rynku, tym mniej te surowce kosztują. Przeciągający się konflikt wokół państwa Ajatollahów sprawia, że irańskie surowce nie docierają na globalny rynek, co automatycznie gwarantuje wyższe ceny rosyjskiego eksportu.

Miałby rację, ten kto powie, że przecież Moskwa powinna w takim razie zgodzić się na proponowane przez USA sankcje, bo przecież gwarantowały by jej to, o co zabiega, czyli rosnące ceny surowców.

Decydenci Kremla myślą jednak nieco szerzej. Zgoda na sankcje gwarantowałaby wprawdzie wyższe ceny za rosyjskie surowce, jednak nie byłby to efekt trwały lecz tymczasowy. Ewentualne sankcje, w skutkach długoterminowych, wiązałyby się z bardzo prawdopodobną zmianą u sterów w Teheranie. Z cała pewnością na drodze rewolucji, jednak tym razem zdecydowanie antyradykalnej.

Ostatnie wybory prezydenckie w Iranie, dały nam świadectwo istnienia, masowego oporu przeciw Ahmadineżadowi oraz twardogłowym radykałom z jego otoczenia. Ponadto, demonstranci skandowali antyrosyjskie hasła. Wzbudza to uzasadniony niepokój Kremla dlatego, że ewentualna utrata Teheranu, wpłynie negatywnie na wielkomocarstwowe ambicje Moskwy. Być może  zupełnie je przekreśli.

Gdyby Moskwa zgodziła się na niekorzystne dla niej sankcje a tym samym ziściła pre-resetowe marzenia Obamy, utraciłaby tym samym, kruchą sympatię Teheranu. Bez przychylnego Teheranu, kto zajmie część uwagi amerykańskiego molocha, kiedy Rosja zajęta będzie budowaniem nowego ładu bezpieczeństwa w Europie? Albo, kiedy upomni się o swoje, bo leżące na przedłużeniu grzbietu Łomonosowa, surowce Arktyki?

Celowo nie wspomniałem o ewentualnej interwencji zbrojnej, dlaczego? Wygląda na to, że jeżeli mocarstwa nie są w stanie osiągnąć porozumienia względem sankcji a USA ich przeforsować, ryzyko konfliktu, a właściwie ryzyko zgodnego przyzwolenia na interwencje jest minimalne. Choć nie jest też wykluczone. Należy jednak pamiętać, że zasoby Waszyngtonu są obecnie w dużym stopniu zaangażowanie w Iraku i Afganistanie, a ewentualna interwencja bez jednomyślnej zgody szóstki, wiązałaby się z adekwatną reakcją Moskwy i Pekinu.

Część analityków jest zdania, że Moskwa celowo utrzymuje obecną sytuację wokół Iranu po to, aby zaangażować USA w konflikt (niekoniecznie zbrojny), który zmusi je do skupienia swej uwagi oraz poświęcenia niemałych zasobów w celu neutralizowania zagrożenia płynącego ze strony Teheranu.

Ci, bardziej radykalni mówią, że Kreml potajemnie wysyła swoich specjalistów od broni jądrowej do Iranu , aby ci pomogli skonstruować pierwsze głowice nuklearne. Podobno, ostatnia wizyta premiera Netanjahu w Moskwie, została złożona w celu dokonania wyjaśnień względem rzekomych tego dowodów, przedstawionych przez izraelski wywiad. Oczywiście, Kreml zgodnie odpowiada, że to nieprawda.

Spekulacje, spekulacjami, jednak faktem jest, że do porozumienia na szczycie G5+1+IRAN, nie doszło.    Być może dlatego prezydent Obama wysyła wiceprezydenta Bidena do Warszawy i Pragi. Po to aby ten zapowiedział, że w Polsce i Czechach zostaną jednak usytuowane pewne, bliżej niesprecyzowane elementy nowego BMD. Ktoś wspomniał również o potrzebie rozpoczęcia procesu ratyfikacji umowy, zawartej jeszcze za ekipy prezydenta Busha, w której mowa m.in o stacjonowaniu amerykańskich żołnierzy na polskiej i czeskiej ziemi.

Ostatnio, wiele mówi się na temat gasnącej potęgi Stanów Zjednoczonych. Geopolitycy przewidują, że kwestią zaledwie kilku dekad, jest przesunięcie środka ciężkości naszego globu na wschód, w kierunku Azji.

Jak potoczy się gra, w której główną wygraną jest godny pozazdroszczenia, decydujący wpływ, jaki zwycięzca będzie miał na przyszłe losy naszego globu? Na podobnie zadane pytanie, trudno jest dziś jednoznacznie odpowiedzieć. Możemy jednak próbować zrozumieć pewne mechanizmy i zależności, które są nieodłącznymi elementami współczesnych, geopolitycznych szachów.

Żyjemy w świecie, w którym odzywają się uśpione nacjonalizmy, duma narodowa oraz mocarstwowe ambicje budzących się z długiego letargu dawno-minionych potęg, zaczynają agresywnie upominać się o swój kawałek globalnego tortu. Stany Zjednoczone, podobnie jak wcześniej Imperium Brytyjskie, poszło o dwie wojny za daleko. Natomiast, reszta spostrzegła, że nie taki diabeł straszny, jak go malują..

Dla wytrwałych,  krótki wywiad telewizji BBC z Fareedem Zakaria, autorem książki The Post American World.

19
wrz
09

Tarczy Niet!

obama-change

Stało się. Nadzieje zwolenników instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej właśnie zostały pogrzebane. Przeciwnicy projektu mogą natomiast z radosnym sercem świętować. Przedwczoraj, czyli w 70 tą rocznicę agresji sowieckiej na II Rzeczpospolitą, szefowie rządów Polski i Czech zostali poinformowani o wycofaniu się Waszyngtonu z umowy, którą podpisano pod koniec ostatniej kadencji prezydenta Busha juniora. Czy obecna głowa państwa – prezydent Barack Obama, rezygnując z wcześniejszych ustaleń kierował się krytycznymi uwagami na temat skuteczności samego projektu? Czy raczej krok ten jest ukłonem w stronę Federacji Rosyjskiej, w ramach niepisanego porozumienia w kwestii Irańskiej? Być może odpowiedzią będzie rola jaką Moskwa odegra w procesie regulowania problemu irańskiego. Jedno jest pewne, decydenci Kremla mogą sobie nawzajem pogratulować dobrze wykonanej roboty.

Oczekiwanie/Niepewność

Właściwie już po objęciu fotela prezydenckiego przez Baracka Obamę, projekt instalacji elementów BMD (Balistic Missle Defence) stanął pod wielkim znakiem zapytania. Świeżo upieczony prezydent dał jasno do zrozumienia, że wątpi w rzekomo potwierdzoną testami, skuteczność owego systemu. Część komentatorów twierdzi, że opinia Obamy była w mniejszym stopniu podyktowana oceną skuteczności, raczej wynikiem dwustronnych porozumień pomiędzy Waszyngtonem i Moskwą w ramach resetowania bilateralnych stosunków.

Entuzjaści projektu, z drżącym sercem oczekiwali jednoznacznych, pozytywnych deklaracji i słuchali coraz to nowych przecieków napływających zarówno z USA jak i Rosji. Spekulowano na temat możliwych ustępstw Moskwy w kwestiach istotnych dla USA w zamian za porzucenie planów instalacji tarczy. Sceptycy natomiast radowali się, kiedy przecieki wskazywały na chęć porzucenia projektu przez nową administrację Obamy.

Sama instalacja nie wpłynęłaby bezpośrednio na potencjał obronny Polski dlatego, że przeznaczeniem systemu było przechwytywanie rakiet długiego zasięgu, skierowanych przeciwko USA. Natomiast w razie konfliktu angażującego tarczę, obecność instalacji na terenie Polski mogła być potencjalnie groźna dla niej samej. Jednym słowem, gdyby elementy BMD powstały w Polsce, ta znalazła by się na samym szczycie wrogiej listy priorytetowych celów. O co więc chodziło polskim politykom, kiedy decydowali się na podpisanie umowy z Waszyngtonem?

Z całą pewnością nie o samą budowę tarczy, która właściwie nie dałaby Polsce żadnych wymiernych korzyści. Chodziło o coś zupełnie innego. Mianowicie o gwarancję zaangażowania USA w szeroko pojmowaną, ewentualną obronę polskiej suwerenności. Dlatego, że hipotetyczna agresja na Polskę wiązałaby się z automatycznym atakiem na żołnierzy amerykańskich stacjonujących na jej terytorium. W skrócie chodziło o coś w rodzaju poszerzenia gwarancji zawartych w artykule 5 traktatu Waszyngtońskiego, na którym opiera się strategia obronna NATO.

Katastrofa/Wybawienie

W dniu 17 września, rządy Polski i Czech zostały poinformowanie o wycofaniu się amerykańskiej administracji, z umowy którą z wielkim trudem udało się wynegocjować pod koniec kadencji republikańskiego prezydenta Busha. Z całą pewnością jest to dzień żałoby dla entuzjastów instalacji BMD na terenie Polski. Przeciwnicy natomiast powinni się szczerze radować bo oto nastał dzień, kiedy w końcu, imperialistyczna Ameryka zadecydowała o zmniejszeniu swego zaangażowania w regionie. Oczywiście jest to powód do radości również wśród kręgu moskiewskich polityków. Prawdopodobnie również dla Niemiec, które wspólnie z Rosją pragną stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa na starym kontynencie.

Dzień 17 września 2009 jest dla polaków datą szczególną. Szczególną dlatego, że równo 70 lat temu, w czasie gdy Polska próbowała zatrzymać hitlerowską machinę wojenną, została w niespodziewany i haniebny sposób zaatakowana przez sowietów. Wobec niefortunnego zbiegu okoliczności, czyli wyboru, przez prezydenta Obamę, tego właśnie dnia na poinformowanie swych polskich i czeskich sojuszników o zerwaniu umowy – należy zadać sobie pytanie czy było to działanie celowe? Prezydent Kaczyński sugeruje, że tak. Podejrzewam, że prezydent prywatnie przekonany jest, iż Obama zdecydował się na ten właśnie dzień, na wyraźne żądanie Moskwy. A poważniej, nie sądzę aby Waszyngton celowo wybrał tą datę, chociaż jak to mówią – wszystko jest możliwe.

Czy decyzja amerykańskiej administracji wynika z krytycznego podejścia do wątpliwej skuteczności stacjonarnego systemu BMD? Być może, na pewno w jakimś stopniu.
Problem w tym, że wiele czynników wskazuje na zupełnie inną opcję. Oczywiście mowa tu o roli jaką Moskwa może i powinna odegrać, w procesie rozwiązywania kryzysu wokół programu atomowego Iranu. Zgadzam się z opinią redaktora Wołejko, który twierdzi, iż Moskwa w relacjach z Teheranem nie ma rzeczywistego wpływu na ten ostatni. Ale w wachlarzu możliwości kremla jest choćby zgoda na proponowane przez zachód sankcje. Osobiście, nie jestem bezkrytycznym zwolennikiem sankcji, jednak w pewnych okolicznościach są one po prostu niezastąpione. Szczególnie gdy alternatywą jest konflikt zbrojny o nieprzewidywalnym wpływie na globalny system bezpieczeństwa.

Jeżeli Waszyngton nadal nie wyklucza żadnej opcji, to w mocy Kremla jest również umożliwienie realizacji izraelskich planów ataku na instalacje nuklearne w kraju ajatollahów. Pewne źródła donoszą, że przy budowie elektrowni atomowej w Buszerze pracuje wielu rosyjskich inżynierów i specjalistów, dlatego niespodziewany atak na te instalacje oznaczałby dla agresora spore kłopoty. Być może właśnie z tego powody, premier Izraela Benjamin Netanjahu odbył ostatnią „półoficjalną” wizytę do Moskwy. Podejrzewam, że nawet gdyby prezydent Obama wstrzymał się z agresją – Izrael sam świetnie by sobie poradził. Oczywiście niezbędne jest zielone światło ze strony Moskwy i gwarancje, że Rosja nie dostarczy, obiecanych Teheranowi, systemów obrony przeciwlotniczej przed ewentualnym atakiem.

Czy prezydent Obama, podejmując ostateczną decyzję względem instalacji BMD w Polsce i Czech, kierował się najnowszymi testami jej skuteczności? Prawdopodobnie tak, pytanie tylko w jakim stopniu. Wprawdzie nie przekonują mnie „najnowsze”, zrewidowane prze z administrację Obamy testy, jednak w pewien sposób przemawia do mnie decyzja o rozwoju mobilnego systemu BMD, którego podstawową zaletą jest mobilność właśnie . Ma to sens, z bardzo prostej przyczyny – ruchome elementy systemu będą dużo trudniejsze do zniszczenia dla ewentualnego agresora. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to właśnie sceptycyzm Moskwy względem amerykańskiego projektu odgrywał decydującą rolę w trakcie podejmowania decyzji przez prezydenta Obamę.

I co dalej?

Należy zadać sobie fundamentalne pytanie: czy rezygnacja z wcześniejszych ustaleń między rządami USA, Polski i Czech oznacza definitywne zmniejszenie zaangażowania Ameryki w regionie?
Pytanie na pozór banalne, jednak dla Europy Wschodniej niezwykle istotne. Jeżeli administracja Obamy w ramach resetowania stosunków z Rosją, postanowiła wycofać się nie tylko z projektu BMD, lecz również z wzajemnej współpracy wojskowej i eksportu technologii z nią związanych – oznacza to próbę zaciśnięcie współpracy z Moskwą do poziomu, w którym rola państw europy wschodniej, jako buforu przed ekspansją Kremla, będzie marginalna lub zupełnie straci rację bytu. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że teoria jest nieco „na wyrost”, jednak powinniśmy teraz bardzo uważnie śledzić rozwój wydarzeń. Na szczególną uwagę zasługuje rola jaką Moskwa odegra w trakcie najbliższych negocjacji w kwestii Iranu i jego programu nuklearnego. Istotnym, z punktu widzenia Warszawy i innych krajów regionu, będzie kształtowanie się przyszłych relacji na linii Moskwa – Waszyngton. Wnikliwa ich obserwacja powinna nam, wcześniej czy później, przynieść odpowiedź na nurtujące nas pytania.

rossija.

Więcej tekstów oraz autorów na portalu  Polityka Globalna
08
cze
09

O Patriotach i Tarczy słów kilka…

mleczko patrioty

Szef Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej gen. Nikolaj Makarow oświadczył, iż kolejne rundy konsultacji na temat nowego porozumienia o redukcji zbrojeń strategicznych uzależnia od rozstrzygnięcia kwestii instalacji amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej w Polsce.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi prezydenta USA Baracka Obamy na temat globalnej redukcji zbrojeń a także daleko idące obietnice, jak np. od lat blokowana przez amerykański senat ratyfikacja traktatu o zakazie prób z bronią jądrowa lub też zmniejszenie roli jaką odgrywa arsenał jądrowy w strategii bezpieczeństwa USA. Możemy z ogromnym prawdopodobieństwem, niemalże pewnością, zawyrokować iż na terenie polski tarcza nie powstanie. Nie ma również pewności co do przekazania stronie polskiej baterii rakiet patriot. Ostatnie doniesienia na ten temat sugerują iż strona polska, aby “dostać” patrioty musiała by zapłacić za rakiety wchodzące w skład baterii przy czym pewne źródła podają kwoty rzędu 1-3 mld dolarów. Pojawiły się tez doniesienie iż patrioty, owszem zostaną przekazane z tym ze nie będą uzbrojone. Co oznacza, iż nie będą posiadały głowic, które przetrzymywane będą najprawdopodobniej poza terytorium polski , co ograniczyło by ewentualne protesty FR ale także umożliwiło szkolenie polskiej obsługi dla takich baterii.

Właściwie, ma to pewien sens. zakładając iż polska w procesie modernizacji armii podejmie decyzje o obliczonym na lata zakupie sławnych patriotów do stanu uznawanego za wystarczający do obrony całego terytorium polski czyli około 20 baterii. Jednak czynnikiem odstraszającym może być tutaj cena, jak również nie do końca równe traktowanie partnerów przez USA. Przykładem możne być transakcja w której rząd Korei południowej zakupił 14 baterii w cenie niespełna 300mln dolarów za jedną podczas gdy od strony polskiej za jedną baterie żąda się co najmniej trzy razy tyle. W świetle powyższych faktów nie dziwi deklaracja polskiego MON na temat współpracy polskiego przemysłu zbrojeniowego z Izraelskim. Być może jest to próba zasygnalizowania administracji USA, że nie tylko USA produkują i sprzedają wysokiej jakości uzbrojenie i że za równej jakości sprzęt można zapłacić dużo mniej a ponadto uzyskać bezpośrednie inwestycje w  przemysł zbrojeniowy. Nie bez znaczenia jest również import tzw wysokich technologi związanych ze zbrojeniami.

Polacy, już kilka razy doświadczyli niewywiązującej się z umów i obietnic administracji USA. Jestem przekonany iż to właśnie ostatnie wydarzenia uzmysłowiły polskiej ekipie rządzącej konieczność “dywersyfikacji” dostaw sprzętu dla polskiej armii. Dlatego też cieszy mnie fakt iż Polska i Izrael pragną zacieśnić współprace w sferze zbrojeniowej, szczególnie że obydwa kraje, oczywiście w rożnym zakresie, maja sobie wiele do zaoferowania.

rossija.




RSS Rossija

Blog Stats

  • 11,556 hits

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.