Pozycje z etykietami ‘Niemcy

27
paź
09

Krajobraz z rurą w tle

orzel 400W rosyjskiej prasie pojawiła się ostatnio wypowiedź Władimira Putina na temat niemiecko rosyjskiego gazociągu, który połączy Rosję i Niemcy w nierozerwalnym, gazowym uścisku. Mowa oczywiście o gazociągu północnym znanym również pod nazwą Nord Stream. Premier Putin oświadczył, ze realizacja projektu powinna pójść zgodnie z planem. Znając sceptyczne stanowisko Szwecji i Estonii, przez których wody terytorialne przebiegać ma gazociąg, optymizm Putina jest co najmniej zastanawiający. Być może premier opracował już plan, dzięki któremu stanowisko Sztokholmu i Tallinna będzie można zignorować, lub używając odpowiednich środków, zmienić na przychylne.

Berlin i Moskwa podpowiadają, że budowa gazociągu Nord Stream, którego podstawowym zadaniem będzie transport syberyjskiego gazu z Rosji do Niemiec z pominięciem tradycyjnych krajów tranzytowych, jest projektem czysto ekonomicznym, że projekt wykazuje zupełny brak aspektu geopolitycznego. W czasie, kiedy zaangażowanie światowego supermocarstwa w konflikt w Afganistanie, Iraku, potencjalnie w Iranie, było odpowiedzią na zagrożenia wynikające z współczesnej geopolityki, Niemcy i Rosjanie zgodnie twierdzą że ich wspólne przedsięwzięcie jest pozbawione tego wymiaru oraz, że projekt nie jest wymierzony w kraje europy środkowej i wschodniej. Mocno zastanawiające.

Zakładając, że Rosjanom chodzi jedynie o wyeliminowanie opłat tranzytowych, nawet w tym przypadku nie można powiedzieć, że projekt nie jest wymierzony przeciwko środkowoeuropejskim stolicom. Oczywiście gdyby był to jedyny cel i idea projektu, sceptyczne stanowisko Warszawy nie byłoby usprawiedliwione. Rosyjsko niemiecki projekt, którego większościowym udziałowcem będzie strona rosyjska, może jednak zostać użyty, jako narzędzie uskuteczniania tradycyjnej polityki. Nie są to bezpodstawne domysły, lecz rzeczywistość, czego przykładem były rosyjsko ukraińskie wojny gazowe, których skutki odczuła również Europa zachodnia.

Biorąc pod uwagę aspekt geopolityczny projektu, nie dziwi fakt, że Rosjanie zapewniają o jego braku, nie dziwi również, że zgadzają się z nimi Niemcy, którzy dostali darmową próbkę tego co mogłoby ich czekać w razie ewentualnego konfliktu Moskwy z Warszawą, bądź Kijowem. Powinien natomiast dziwić, a właściwie zastanawiać fakt, iż Warszawa zdaje się tym zapewnieniom całkowicie ufać.

Koalicja państw, które podzielały stanowisko Polski względem gazociągu, bardzo szybko topnieje.
Pierwszym krajem, który zdecydował o przełamaniu impasu, została Dania. oficjalne zastrzeżeniem Kopenhagi było potencjalne zagrożenie ze strony projektu dla środowiska naturalnego. Wygląda na to, że wątpliwości ojczyzny Hamleta zostały rozwiane, pytanie tylko czy sprawcą był niezależny raport ekspertów, czy raczej nieupublicznione rosyjsko-niemieckie ustępstwa. Możemy z całą pewnością wykluczyć zmowę Kopenhagi z Berlinem, względem kwietniowego wyboru szefa NATO dlatego, że Dania wyraziła zgodę na ułożenie rury w jej strefie ekonomicznej dopiero w październiku, jednak bezinteresowne ustępstwa są zjawiskiem rzadko spotykanym w stosunkach międzynarodowych.

Kolejnym państwem, które w wyniku badań przedstawionych im prze specjalistów, rozważa zmianę stanowiska na temat projektu, to Finlandia. Widocznie, październikowe rozmowy premiera Putina z przedstawicielami fińskiego rządu okazały się owocne. Rozmawiano o problemach okresu kryzysu, wspólnych przedsięwzięciach oraz współpracy energetycznej, szczególnie ten ostatni aspekt jest niezwykle istotny dla uzależnionej w 100% od rosyjskiego gazu, oraz w 70% od rosyjskiej ropy, Finlandii. Być może dlatego, premier Putin wspomniał w trakcie rozmów,  temat możliwości dopuszczenia Finlandii do udziałów w rosyjskich złożach Stockmana na morzu Barentsa. Nowo powstające, Finlandzkie centrum kultury w Sankt Petersburgu z pewnością nie odgrywa większej roli w procesie zmiany stanowiska rządu w Helsinkach.

Oczywiście są to spekulacje, jednak wygląda na to, że każdy ma swoją cenę, natomiast początkowe, negatywne stanowisko stanowi świetną pozycję wyjściową do dalszych, indywidualnych negocjacji .

Aby zrozumieć dążenia Kremla do utworzenia narzędzia uskuteczniania własnej polityki, należy zastanowić się nad problemami wynikającymi z rosyjskiej geopolityki. Jeżeli poddamy analizie wszystkie aspekty rosyjskiej geografii politycznej, jeden z nich wyraźnie wysuwa się na pierwszy plan. Mowa, oczywiście o ogromnym terytorium Rosji, które automatycznie determinuje pewne, określone działania Moskwy i kreśli nadrzędne wytyczne, na których Kreml opiera swoje strategiczne decyzje. Rozległe połacie terenów Rosji odegrały decydującą rolę w ewolucji rosyjskiej państwowości, oraz w kształtowaniu specyficznej formy społeczeństwa, które tworząc oddalone od siebie o setki kilometrów skupiska, miało tendencję do preferowania silnych, zapewniających odpowiednią opiekę, autorytarnych rządów.

Motorem działania Moskwy jest niewątpliwie czynnik samozachowawczy. Rosja, mając tak rozległe terytorium, nie posiada wystarczającej ilości naturalnych barier, aby skutecznie oprzeć się dobrze przygotowanej i zaplanowanej interwencji, przeprowadzonej przez odpowiednio przygotowanego przeciwnika. Aby należycie rozumieć i interpretować rosyjskie działania należy zdać sobie sprawę z tej prostej zależności. Historycznie, ekspansja zachodnia Moskwy była w jej oczach działaniem mającym na celu zapewnienia sobie względnego bezpieczeństwa. Optymalnym rozwiązaniem dla Kremla, było utworzenie wokół Rosji, szeregu państw buforowych, które obsadzone przychylnymi rządami pełniłyby rolę pierwszej linii obrony przed ewentualnym atakiem.

Jeżeli przyjmiemy, że naturalnym wektorem rosyjskiej ekspansji jest zachód, czyli Europa wschodnia, Gazociąg Północny doskonale wpisuje się w rolę katalizatora moskiewskich wpływów w tym regionie. Mimo jednoznacznych zapewnień dwóch największych udziałowców projektu, Berlina i Moskwy.

Wszystko wskazuje na to, że Nord Stream jednak powstanie, Rosjanom pozostaje jedynie przekonać Szwedów i ewentualnie Estończyków. Jeżeli, wbrew temu co obecnie mówi Moskwa, Rosjanie skorzystają w przyszłości z możliwości, które Nord Stream im oferuje, gdy zdarzy się ku temu odpowiednia okazja, Berlin będzie miał ograniczoną możliwość odpowiedzi, gdyż wiązałoby się to z zakręceniem gazowego kurka.

Berlin jest przekonany, że zrobił doskonały interes integrując Polskę w struktury UE, umiejętnie korzystając z soft power. Właściwie, dla Polski jest to również dobry interes ponieważ gwarantuje bezpieczeństwo przed ekspansją militarną ze strony obecnie przychylnego sąsiada, nie gwarantuje natomiast bezpieczeństwa przed ekspansją ekonomiczną i kulturową. Oczywiście mowa tu, nie o bezpośredniej propagandzie, lecz o subtelnej grze psychologicznej popartej odpowiednią kampanią przemysłu filmowego, oraz zaprzyjaźnionych mediów i organizacji pozarządowych, której obecnym niekwestionowanym liderem są Stany Zjednoczone.

Zakładając, że Rosja w długoterminowej perspektywie osiągnie swe strategiczne cele, upora się z przejściowo zaognioną sytuacją na Ukrainie, w Gruzji, oraz ureguluje sprawy na Białorusi, Moskwa będzie mogła poświęcić swą, dotychczas rozproszoną uwagę oraz odpowiednio zwiększone środki, aby zająć się skutecznym poszerzaniem własnych wpływów nad Wisłą.

Kiedy to nastąpi, niemiecka i rosyjska soft power po raz kolejny w historii zetrą się w przestrzeni społeczno-politycznej Polski, podobnie jak miało to miejsce tuż przed rozbiorami I Rzeczypospolitej w XVIII wieku, lecz w nieco odmiennej konfiguracji. Jak owo starcie wpłynie na samą Polskę i Polaków możemy jedynie spekulować. Doświadczeni historią możemy jednak pokusić się o wielce prawdopodobne stwierdzenie, że wszelkiego rodzaju próby nacisków ze strony naszych dwóch największych sąsiadów spotkają się ze zdecydowanym oporem.

Czyżby Polska skazana była, na niekończący się koncert swoich dwóch największych sąsiadów?

26
sie
09

Pakt, który zmienił Europę

molotov-ribbentrop-stalin

Właśnie minęła 70-ta rocznica podpisania paktu Ribbentrop – Mołotow, który jak twierdzi wielu historyków był preludium do wybuchu II wojny światowej. Istnieją duże rozbieżności w interpretacji tych wydążeń. Szczególnie wyraźnie widać to kiedy porównamy stanowiska Polski i Rosji. Tymczasem już za kilka dni będziemy świadkami wizyty premiera Putina w Polsce. Nasuwa się pytanie, czy rozbieżności w ocenie tamtych wydarzeń umożliwią niezakłócony przebieg uroczystości.

W latach 30-tych zeszłego wieku, II Rzeczpospolita znalazła się na równi pochyłej i konflikt z którymś z dwóch wielkich sąsiadów był nieunikniony, pozostawał jedynie kwestią czasu.
Problem polski polegał na tym że nie mogła i nie chciała związać się z hitlerowskimi Niemcami przeciwko Stalinowi, z którym notabene miała podpisany pakt o nieagresji. Nie mogła również, znając doskonale postać Stalina i wiedząc do czego był zdolnym, wystąpić ze stalinowską Rosją przeciwko Niemcom. Konsekwencją tego była zmowa mocarstw mająca na celu eliminacje gracza, który z uwagi na niefortunne położenie miedzy dwoma ekspansyjnymi ideologiami został skazany na zagładę.

W kilka tygodni po tym kiedy Hitler podbił Polskę, Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie tereny II rzeczpospolitej. Stalin doskonale wiedział że aby zapewnić sobie spokój na zajętych terytoriach musi wyeliminować wszelkie ogniska oporu. Stąd rozkaz zamordowania wielu tysięcy polskich oficerów, naukowców, urzędników czyli elity, która mogła inspirować i organizować opór wobec okupanta. Z jednej strony podobny czyn był czystym barbarzyństwem, z drugiej jednak minimalizował ryzyko niepokojów i destabilizacji. Rosjanie widzą to właśnie w ten sposób – jako okrutną konieczność, do której Stalin musiał się posunąć aby zapewnić bezpieczeństwo własnym obywatelom. Rosjanie rozumieją, że do podjęcia tak bestialskiej a zarazem “słusznej” decyzji potrzeba było kogoś równie wielkiego jak on. Nawiasem mówiąc, ostatnio rosyjscy historycy zaczęli podejmować próby zrzucenia ze Stalina winy za zamordowanie polskich oficerów tłumacząc, że za rozkazem wymordowania stał Beria. Znamienny bo mający na celu uczłowieczenie Stalina zabieg jest bardzo wyraźnym odbiciem tego w jaki sposób rosyjskie społeczeństwo postrzega i ocenia byłego przywódcę ZSRR.

Podejmując próbę oceny Stalina posługując się powiedzeniem – „miarą wielkości człowieka nie jest liczba ofiar które ma na sumieniu ale to co osiągnął” możemy dojść do zaskakujących wniosków. Kierując się tą logiką, chyba najbardziej niepokojące jest stwierdzenie, iż ofiary komunizmy były konieczne, mało tego, były niezbędne, aby osiągnąć to czego dokonał Stalin. Dla Rosjan fakt, iż były przywódca ZSRR decydował się na ofiary sprawia, że staje się on w ich oczach jeszcze większy. W myśl zasady, że ofiary były koniecznością i musiały zostać złożone na ołtarzu poświęcenia po to aby naród rosyjski wraz z podległymi mu podmiotami mógł wzrastać w duchu komunizmu i zająć należna mu pozycje w świecie.

Wielu rosjan uważa, że liczba ofiar stalinowskich świadczy jedynie o przenikliwości wodza który w trosce o dobro ogółu nie wahał się przed wydawaniem trudnych rozkazów. Natomiast moralna ocena reżimu Hitlera, dokonana przez naród niemiecki jest zdecydowanie negatywna. Niemcy w wyniku przegranej wojny i w świetle rzuconym na hitlerowskie zbrodnie przyznały się się do oczywistej winy. Rosjanie z kolei widzą sprawę zupełnie inaczej dlatego, że to właśnie oni kosztem wielu milionów ofiar zadali Niemcom decydujący cios. Wbrew dziesiątkom, głównie amerykańskich, filmów na temat inwazji w Normandii oraz propagandy odnośnie roli zachodnich aliantów, to właśnie Stalin na froncie wschodnim zadał Niemcom najpoważniejsze straty a jednocześnie poniósł największą ofiarę w ludziach. Nie łatwo więc będzie zmienić sposób w jaki Rosjanie postrzegają zarówno swojego wodza jaki i wydarzenia poprzedzające wybuch wojny. Dla nich pakt Ribbentrop – Mołotow był jedynie wybiegiem Stalina, mającym na celu kupienie ZSRR więcej czasu na przygotowania do nieuniknionej konfrontacji z hitlerowcami. Oczywiście Stalin nie miał pewności, że Niemcy zaatakują Związek Radziecki. Mimo faktu, iż ostrzegali go o tym zarówno wojskowi jak i jego najbliższe otoczenie, Stalin do końca czyli aż do momentu samego ataku nie wierzył, że Adolf Hitler ma w planie inwazje na ZSRR. W świetle tych informacji, próba przedstawiania przez Rosjan paktu jako sprytnego wybiegu którego zadaniem było kupić czas jest co najmniej nie trafiona. Stalin był przekonany że Niemcy po zajęciu, ustalonych tajną klauzulą, zachodnich ziem Rzeczpospolitej skierują swą machinę wojenną na zachód pozostawiając w spokoju wschodniego sojusznika. Właściwie Stalin miał w tym punkcie rację, jednak nie przewidział, że Francja podda się właściwie bez walki a tym sammym Hitler skusi się na złamanie podpisanych zobowiązań.

Obecna, 70-ta rocznica podpisania paktu schodzi się z wizytą Putina w Polsce z okazji 70-tej rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Po obu stronach jest wiele rozbieżności jednak czy wola poprawy obustronnych relacji okaże się silniejsza niż zadawnione animozje? Nieprzypadkowo w czasie wizyty rosyjskiego premiera będą prowadzone rozmowy dotyczące umów na dostawy surowców dla Polski. Czyżby Rosja postanowiła się w ten sposób zabezpieczyć przed podejmowanymi przez pewne polskie kręgi nachalnymi próbami rewizji jej historii? Najprawdopodobniej tak, jednak nie możemy im tego zarzucić jako, że jest to raczej normalna praktyka przy tego typu wizytach.

Obecna sytuacja, mimo oczywistych różnic pod pewnymi względami przypomina tą z późnych lat 30 – tych zeszłego wieku. Podobnie jak wtedy, Polska znajduje się miedzy „młotem a kowadłem”. Oczywiście Niemcy i Rosja wykazują zdecydowane różnice miedzy ich odpowiednikami sprzed ponad 70 lat, jednak nadal jesteśmy przedmiotem ich polityki, nie partnerem. Problem pojawia się w momencie kiedy współczesna Rosja nie czuje się winna stawianym im przez polaków zarzutom. Oczywiście nie jest możliwym bezkrytyczne przyjecie polskiego stanowiska, natomiast jak najbardziej na miejscu są dwustronne rozmowy na ten temat, raczej na szczeblu eksperckim niż rządowym. W przeciwnym wypadku polsko rosyjskie relacje będą na tym coraz bardziej cierpieć.
Jeżeli chodzi o Niemcy, te z wielką łatwością wygrywają walkę o polskie serca i umysły dlatego, że udało im się odnaleźć wspólną płaszczyznę w postaci ideii integrowania Europy, w której to właśnie nasi zachodni sąsiedzi grają pierwsze skrzypce.

Polska nie powinna mówić Rosjanom jak maja się rozliczać z własną historią, bo to tylko zaogni dwustronne relacje. Pozostaje nam jedynie czekać na moment kiedy nasi wschodni sąsiedzi sami dojrzeją do pełnej i trzeźwej oceny mitu Stalina. W prawdzie, w Rosji są osoby które dostrzegają tragedię zarówno ówczesnej Polski jak i ofiar komunizmu, jednak pozostają one w zdecydowanej mniejszości. Dlatego nie sadze aby rosyjscy intelektualiści w dającej się przewidzieć przyszłości zdecydowali się, w przeciwieństwie do niemieckich, na wystosowanie listu przepraszającego za krzywdy jakich Polska doznała od ZSRR. Przyczyna jest bardzo prosta – obecni gospodarze kremla świetnie znają swoje społeczeństwo, a to jednoznacznie ocenia Stalina, jego działania i metody jako słuszne i uzasadnione. Zakładając, że na kremlu pojawiła by się wola pojednania i rozliczenia z wspólna historią, w co wątpię, bardzo trudne będzie odnalezienie satysfakcjonującego obydwie strony kompromisu.

Dla wytrwałych, polecam obszerny materiał poświęcony polityce mocarstw przed i w czasie II wojny światowej (link do reszty tu, gdyby nie wyświetliła się możliwość wyboru kolejnych części).

rossija.

19
sie
09

Rosyjsko – Niemieckie Tango

cv_Schroeder_Putin__302382g

Właściwie już od momentu objęcia fotela kanclerskiego w Niemczech przez Gerharda Schroedera, a po stronie rosyjskiej – prezydenckiego przez Władimira Putina, możemy zaobserwować ogólny trend zbliżeniowy pomiędzy tymi dwoma państwami. Odwieczni rywale coraz bardziej umacniają wzajemne relacje. Historia uczy, że okres zbliżenia miedzy tymi dwiema potęgami to preludium do większego konfliktu, czy tak będzie i tym razem?

Niemcy postrzegają Rosję trochę inaczej niż ich wschodni sąsiedzi pomimo faktu, że wschodnia część Niemiec w czasie zimnej wojny należała do sowieckiej strefy wpływów. W przypadku europy wschodniej, jej obawy względem Rosji są niejako historycznie uzasadnione, ponieważ ta już od bardzo dawna była przedmiotem walk o strefy wpływów miedzy mocarstwami. Berlin widzi w Rosji strategicznego partnera dlatego, że zachodzi tu pewien rodzaj symbiozy, tzn. Niemcy chcą rosyjskich surowców, natomiast Rosja desperacko potrzebuje inwestycji w jej niezdrową, bo opartą głównie na surowcach gospodarkę. Nie bez znaczenia są też nowe technologie, które Moskwa może pozyskać od swego europejskiego partnera. Dlatego nie powinno dziwić, że oba państwa właściwie już za kadencji Kohla i Jelcyna rozpoczęły proces zbliżania, który był i jest podyktowany przede wszystkim wspólnym interesem.

Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Niemcy próbują swą wizję polityki współpracy z Rosją, zaadoptować jako wspólną politykę Europejską. Problem polega na tym, że część państw Europy nie do końca zgadza się na bezkrytyczną współprace z Moskwą. Sceptycy, stanowisko swe motywują przede wszystkim dążeniem Kremla do centralizacji władzy, z czym wiąże się stopniowy zanik społeczeństwa obywatelskiego i demokracji, co z kolei tworzy bardzo podatny grunt pod totalitaryzm. Kolejnym zarzutem upartych wschodnio – europejczyków wobec Moskwy jest brak poszanowania prywatnej własności, co utrudnia inwestycje niezaprzyjaźnionego kapitału. Przykładem tutaj może być głośna sprawa Chodorkowskiego. Ponadto, do fundamentalnych zarzutów należą praktyki, w których Kreml wykorzystuje surowce jako przedłużenie tradycyjnej dyplomacji względem opornych. Nie bez znaczenia jest fakt, iż Rosja i Niemcy zadecydowały o budowie gazociągu Nord Stream, który ma połączyć Rosję i jej europejskiego partnera z pominięciem krajów tranzytowych. Pewne kręgi w Polsce postrzegają projekt budowy gazociągu, jako współczesną wersję paktu Ribbentrop – Mołotow, poprzedzającego wybuch II wojny światowej, w wyniku którego faszystowskie Niemcy wraz z sowiecką Rosją zadecydowały o podziale między siebie terenów II Rzeczpospolitej. Pozwolę się zatrzymać na dłużej przy temacie gazociągu dlatego, że jestem przekonany, że ten projekt ten definiuje oraz jest czymś w rodzaju kwintesencji obecnych, ciepłych relacji na linii Berlin – Moskwa.

W świetle powyższych faktów nasuwa się pytanie, czy obawy sceptyków projektu są w jakimś stopniu słuszne i uzasadnione. Szukając odpowiedzi na to pytanie, należy się zastanowić jakimi motywami kierowały się poszczególne państwa biorące udział w projekcie. Z punktu widzenia Rosji projekt jest o tyle ważny, że eliminując kraje tranzytowe, zwalnia Moskwę z obowiązku uiszczania opłat tranzytowych i jest to logiczne, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Rosja kilkakrotnie posunęła się do szantażu gazowego to sprawa przybiera zupełnie nowe oblicze. Mam na myśli fakt, że Rosja uzyska narzędzie dzięki któremu będzie mogła uciec się do uskuteczniania polityki względem nieposłusznych państw europy wschodniej, nie posuwając się do ograniczenia dostaw dla jej strategicznego partnera. Ponadto projekt niesie ewentualność powrotu Rosji do zabawy we wschodnioeuropejskie podwórko. Przy czym nie należy zapominać, że w państwach europy wschodniej, a właściwie w krajach bałtyckich oraz na Ukrainie, spory procent społeczeństwa to właśnie Rosjanie. Moskwa już wcześniej pokazała, że jest zdolna do wykorzystania tego czynnika dla własnej korzyści. Oczywiście jest to tylko hipoteza, mająca na celu wskazanie iż, taka ewentualność znajdzie się w wachlarzu możliwości Kremla… Mimo wrodzonego optymizmu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Rosji również o to chodziło.

Jeżeli spojrzymy na problem z punku widzenia Berlina, sprawa jest bardzo prosta. Niemcy doskonale wiedzą, iż Rosja może posunąć się do gazowego szantażu wobec „upartych i nie znających umiaru” państw Europy Wschodniej. Właściwie Moskwa już zademonstrowała jak to działa na przykładzie Ukrainy. Problem w tym, że Berlin nie chce ani nie może pozwolić sobie na przykręcenie kurka z bardzo prostej przyczyny – było by to katastrofalne dla niemieckiej gospodarki. Rosja doskonale rozumie niemieckie obawy i wychodzi im naprzeciw, proponując budowę wspólnego gazociągu.

Wprawdzie strona niemiecka wysyła sygnały, że projekt jest zupełnie nieszkodliwy oraz sugeruje, że Polska mogłaby się włączyć w budowę gazociągu, znamiennym jest fakt, iż głos ten nie ma pokrycia po stronie rosyjskiej. Wygląda to bardziej na niezbyt udaną próbę Berlina, mającą na celu uspokojenie „niedowiarków”. Nawiasem mówiąc, gdyby Rosja zaprosiła te państwa do udziału w projekcie, w co raczej wątpię, to gaz dla nich docierałby przez odnogi głównej rury, które w razie konieczności można by bardzo łatwo i szybko poddać „awarii z przyczyn niezależnych”.

Kolejnym, bardzo istotnym elementem w rosyjsko – niemieckiej układance, jest kwestia obecności USA w Europie. Wygląda na to, że Moskwa i Berlin również tutaj znajdują wspólny język. W przypadku Rosji sprawa jest jasna i nie wymaga zbyt wielu wyjaśnień, jednak dla ścisłości dodam, że Kreml dla skutecznego panowania nad narodem, musiał znaleźć “wroga zewnętrznego”. Kto w tej roli sprawdziłby się lepiej niż sama Ameryka? Oczywiście sprawa ma też wymiar geopolityczny i Moskwa zdaje sobie sprawę z tego, że aby uczestniczyć w budowie nowej architektury bezpieczeństwa na starym kontynencie, musi pozbyć się z niego wpływów Waszyngtonu. Moskwa doskonale wie, że sama nie będzie w stanie tego osiągnąć, dlatego próbuje stworzyć po temu odpowiednie warunki. Rosyjskim sposobem na wypchnięcie USA, jest stworzenie płaszczyzny współpracy z państwem, które ma w Europie najwięcej do powiedzenia, oraz późniejsze zmontowanie koalicji zainteresowanych pozbyciem się amerykańskich baz. Nie przypadkowo minister Ławrow powiedział, że „Moskwa nie pozwoli nikomu poróżnić jej z Niemcami, a stosunki rosyjsko-niemieckie stanowią jedną z najważniejszych osi budowy nowej Europy. Rosyjsko-niemieckie pojednanie jest jednym z najważniejszych czynników w dziele budowy nowej Europy i nikomu nie pozwolimy wbić klina między nasze narody. Niektórzy próbują dziś wzbudzić w nas lęk przed Niemcami twierdząc, że jeżeli zostaną one wyjęte z NATO-wskiej klatki, ponownie zagrożą całej Europie”. Jednym słowem Moskwa daje do zrozumienia, że stawia na współpracę nie tyle z Unią Europejską, co przede wszystkim z Niemcami. Nieco zabawne, lecz jednocześnie znamienne jest stwierdzenie jakoby Rosja miała się obawiać Niemców wyciągniętych z natowskiej klatki… Przecież im właśnie o to chodzi!

Jeśli wsłuchamy się w głos niemieckiego społeczeństwa, możemy dojść do wniosku, że Niemcy mają już dość poprawności politycznej, bicia się w piersi i powtarzania mea culpa. Ponadto amerykańska obecność na starym kontynencie, jest dla Niemców czymś w rodzaju zwierciadła, w którym naród każdego dnia dostrzega swoją winę. Niejako równocześnie pojawia się tendencja do pewnych resentymentów i prób relatywizacji historii: na lewym brzegu Odry planują budowę centrum przeciw wypędzeniom, mające za cel upamiętnienie tragedii niemieckiej ludności, która w wyniku przegranej wojny została zmuszona do opuszczenia ziem zagrabionych przez zwycięskich Aliantów. Właściwie projekt sam w sobie nie jest szkodliwy dlatego, że każdy naród ma prawo do tego aby zgodnie z kartą praw człowieka i własnym sumieniem rozliczać się ze swoją historią. Oczywiście pod warunkiem, że nie są to próby pisania historii „od nowa”, w zależności od chwilowych trendów politycznych.

Tymczasem w Rosji pojawiły się ostatnio publikacje na temat historii II wojny światowej, które zupełnie odbiegają od tego, czego uczą przeciętnego Kowalskiego w polskiej podstawówce. Otóż niektórzy rosyjscy publicyści obwiniają Polskę za wybuch II wojny światowej, w której życie straciło ponad 60 milionów ludzi. Swoje stanowisko argumentują tym, że Polska mogła się zgodzić na niewygórowane żądania Hitlera. Właściwie podobne stanowisko nie jest niczym nowym i bardzo często pojawia się między innymi w rosyjskiej blogosferze. Kwestia podobnych opinii urosła do rangi problemu, kiedy zbliżony komentarz pojawił się na oficjalnej stronie rosyjskiego ministerstwa obrony. W prawdzie publikacja odnosząca się do tych zarzutów została szybko usunięta, jednak pozostał po niej niesmak.

W chwili obecnej podobne przypadki to raczej sprawy drobne i można powiedzieć, że nie są w stanie, w obecne formie, przesądzić o wstrzymaniu procesu integracyjnego Unii Europejskiej. Niemniej jednak należy wziąć pod uwagę możliwość, że podobne opinie, być może nawet w ostrzejszej formie, będą pojawiać się w przyszłości, a jeżeli trafią na podatny grunt, to będą to elementy mające bardzo destruktywny potencjał. Mam tutaj przede wszystkim na myśli stanowisko Europy Wschodniej, która z niepokojem patrzy na doskonałe, z każdym rokiem pogłębiające się relacje rosyjsko – niemieckie. Relacje na tle których oba państwa sprawiają wrażenie jak gdyby dogadywały się ponad głowami ich mniejszych sąsiadów. Nie bez znaczenia jest też stanowisko Moskwy, która najchętniej widziałaby Europę podzieloną, bo tylko taką udaje się jej z dziecinną łatwością rozgrywać. Berlin powinien dać jasno do zrozumienia, że głos obawy mniejszych państw jest również dla niego istotny. W przeciwnym wypadku kredyt zaufania wschodniej europy do „niemieckiego” modelu integracji, bardzo szybko się skończy.

rossija.




RSS Rossija

Blog Stats

  • 11,556 hits

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.