Już za dwa miesiące mają odbyć się kolejne rundy rozmów miedzy Rosją i USA na temat Amerykańskiego projektu tarczy antyrakietowej. A właściwie, jej aspektu wschodnioeuropejskiego czyli instalacji elementów TA w Polsce i w Czechach. W związku z tym, w prasie zaczynają pojawiać się wypowiedzi rożnych dygnitarzy. Ostatnio, sam prezydent Miedwiediew powtórzył, że w razie instalacji w Polsce elementów tarczy, do obwodu kaliningradzkiego zostaną skierowane dodatkowe rakiety krótkiego zasięgu, zdolne razić elementy tej instalacji.
Reuters pisze że podczas wizyty Obamy w Moskwie Miedwiediew zdawał się przyjmować bardziej ugodowy ton i mówił że „nikt nie mówi o tym że tarcza antyrakietowa jest szkodliwa sama w sobie albo ze stanowi zagrożenie dla kogokolwiek” Jednak kilka dni później, w czasie konferencji prasowej na szczycie G8, wrócił do tradycyjnego stanowiska Kremla. Czyli że tarcza jednak jest „szkodliwa” i że „stanowi zagrożenie dla Rosji”.
Wygląda na to że w czasie wizyty Obamy w Moskwie, kompromisowy demokrata, zdołał zaszczepić w swym rosyjskim odpowiedniku pewien ładunek ugody. Być może dlatego że tuż przed wylotem do Moskwy, wyraźnie powiedział (Obama)że nie zgadza się na żadne rosyjskie próby łączenia rozmów rozbrojeniowych z Tarczą Antyrakietową. A wiedział że Moskwa musi chwycić haczyk, gdyż na utrzymanie obecnej liczby głowic strategicznych jej po prostu nie stać.
Może jednak chwilowa ugodowość Miedwiediewa była spowodowana złą percepcją spowodowaną tym, że Obama początkowo chłodno odnosił się do projektu. A może jednak chodziło o to, aby delegacje były w stanie otrzymać w miarę pogodną twarz chociaż przez część rozmów.
Wczoraj głos zabrał też ambasador FR na terenie USA, Pan Siergiej Kislak, i powiedział że Kreml jest zaniepokojony planami instalacji tarczy w europie wschodniej dlatego że przywódcy Rosji „wnioskują, że Iran, jeszcze bardzo długo nie będzie miał możliwości przeprowadzenia ataku nuklearnego na USA”.Dodał jeszcze, że „geopolityczne” spekulacje na temat tego że Moskwa dąży do odzyskania wpływów na obszarze byłego Paktu Warszawskiego nie grają tu roli.
Część znawców tematu jest przeciwnego zdania . Obecnie na kremlu bardzo mocna pozycje dzierży konfrontacyjna frakcja tzw „siłowików” z której wywodzi się min. obecny premier Rosji W. Putin. Dla wyjaśnienia dodam ze terminu siłowiki używa się przeważnie na określenie ludzi którzy mieli powiązania lub pracowali dla sowieckiego KGB, a obecnie pełnią nawet najwyższe państwowe funkcje oraz zasiadają w radach nadzorczych bądź prezesują w największych rosyjskich spółkach, zwłaszcza w sektorze paliwowym i zbrojeniowym. Myślą przewodnią współczesnych siłowików jest przywrócenie Rosji dawnego blasku. Nie wykluczając użycia siły, o czym nie dawno przekonała się na własnej skórze Gruzja. To właśnie ich analitycy wskazują jako potencjalne źródło zagrożenia.
Na pocieszenie opinia Zbigniewa Brzezińskiego, który powiedział na ich temat, że nie „odtworzyli swojego pokolenia” czyli ze młodzi Rosjanie którzy zaczęli systematycznie zasilać sferę polityki i biznesu mają zupełnie inne wartości i często, kończąc studia na zachodzie, są zorientowani na współprace a nie konfrontację.
Zakładając że Pan Brzeziński się nie myli, wystarczy tylko poczekać, bo grunt pod kwitnące relacje między Rosją i Zachodem jest tylko kwestią czasu. Problem w tym że Siłowiki widzą sprawę zupełnie inaczej niż Młodzi. I zdają sobie sprawę z tego że nie mają wiele czasu.
rossija.
Najnowsze komentarze