Archiwum kategorii 'Ludzie'

29
lis
09

Podwójne oblicze Kremla

Kryzys gospodarczy, którego początków należy szukać na przyzwyczajonym do rynkowych spekulacji zachodzie, uderzył mocno, bez wyjątku we wszystkie zglobalizowane stolice. Część z poszkodowanych, wpompowując ogromne kwoty w stygnącą gospodarkę, zdołała utrzymać magiczny wskaźnik wzrostu gospodarczego na dodatnim poziomie. W wielu przypadkach wartości dodatnie, mniejsze od pełnego punktu procentowego, były znakomitym powodem do świętowania i dowodzenia wyższości własnego modelu ekonomii nad tymi, którym nie do końca się powiodło. W przypadku Rosji, recesja wywołała ogromne spustoszenie, powodując blisko 10% deficyt. Biorąc pod uwagę przedkryzysowe dochody Moskwy, kiedy baryłka ropy osiągała astronomiczne ceny, a wpływy z tytułu jej sprzedaży gwarantowały stałą nadwyżkę budżetową – sytuacja obecna nie przedstawia się równie optymistycznie. Oczywiście, przekłada się to negatywnie na pozornie jednomyślny krajobraz polityczny Kremla.

Pierwsze lata urzędowania prezydenta Putina skierowane były głównie na sukcesywną  centralizację władzy, która w rękach współczesnego cara Rosji miała stać się narzędziem doskonałym. Jak pokazały kolejne lata panowania, władza została wykorzystana do stworzenia swoistej symbiozy, balansu doskonałego, w którym współczesny władca kreśli każdy scenariusz i pociąga za wszystkie sznurki rosyjskiej sceny politycznej. Dalszymi konsekwencjami rosyjskiego modelu demokracji są aresztowania oligarchów, niewykazujących chęci do szczerych kontaktów z władzą, oraz przejmowanie ich majątku z uwagi na rzekome nieprawidłowości podatkowe. Nowo otworzone spółki wymagały wymiany kadry zarządzającej ze starej na lojalną, dlatego nie jest niespodzianką, że podstawowym kryterium doboru była lojalność właśnie. W niezdrowych proporcjach niestety, co doskonale widać na kilku przykładach większych rosyjskich firm z sektora paliwowego. Kryzys potraktował Rosję bardzo dotkliwie, niektórzy twierdzą nawet, że niezasłużenie okrutnie, ukazał również słabość dokonywanych wówczas przez samego cara, wyborów.

Polityka władcy opierała się w dużej mierze na zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb swoich poddanych, upadek ZSRR, chaos lat 90tych, próby z gównokracją, Rosjanie potrzebowali silnego przywódcy, który podniesie ich z kolan i przywróci dumę utraconą w wyniku upadku imperium. Dobry władca to władca surowy ale sprawiedliwy, kocha lecz potrafi mocno po ojcowsku uderzyć, dobry władca broni swych poddanych a z największymi tego świata rozmawia jak równy z równym, nie, jak lepszy od wszystkich, car nowo odrodzonej Rosji.

Zanim jednak nastały niewesołe czasy obecne, prezydent Putin został człowiekiem roku magazynu TIME, spekulowano również, że car być może przedłuży swoją kadencję, a naród będzie mógł dłużej wzrastać w jego ojcowskim uścisku. Zdania na temat przedłużenia kadencji prezydenckiej były wśród społeczeństwa podzielone z kilkuprocentową przewagą przeciwników takiego rozwiązania, tak mówiły sondaże. Grupa deputowanych z obwodu Iwanowskiego postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i poddała głosowaniu w Dumie pomysł wydłużenia kadencji urzędującego prezydenta z 4 do 7lat. Głosowanie zostało odrzucone ponad 300 głosami. Podobno prezydent nic nie wiedział o całej sprawie i twierdził, że podobnym inicjatywom był przeciwny i nie zgadzał się na ewentualne przedłużenie własnej kadencji.

Władca już od dawna wiedział, że władza faktyczna, to nie sztucznie uśmiechnięci dyplomaci w zadymionych salonach, lecz syberyjskie pustkowia zasobne w drogocenne surowce, których globalnie deficytowy charakter i rodzima obfitość, decydują o międzynarodowej pozycji cesarstwa. Władca wiedział też, że zabawy z wydłużaniem kadencji raczej mu zaszkodzą niż przysłużą się słusznej sprawie, dlatego zgodnie z współczesną rosyjską tradycją namaszczenia kolejnego władcy, pojawiły się oficjalne nazwiska potencjalnych następców, celem sprawdzenia reakcji wyborców.

Na kilka miesięcy przed marcowymi wyborami, wypłynęły dwa nazwiska, dwóch urzędujących wicepremierów, spekulowano, że to właśnie oni zmierzą się w wyścigu po fotel prezydencki. Twardogłowy Siergiej Iwanow, minister obrony narodowej powiązany z frakcją siłowików, oraz relatywnie liberalny i mało znany Miedwiediew. Za Iwanowem przemawia doświadczenie, praca w KGB,, blisko 30 lat znajomości z Putinem oraz jak twierdzą znawcy, niewielkie wpływy w obrębie samego klanu, gwarantujące Putinowi utrzymanie pozycji dominującej ustąpieniu z urzędu. Pierwsze niezależne sondaże przeprowadzone przez Centrum Lewady, faworyzując członka klanu Putina, dawały jego konkurentowi niecałe 30% poparcia. Specjaliści tłumaczą sondażowe sukcesy Iwanowa, zaostrzoną już wówczas retoryką wobec zachodu. Ceny surowców temu sprzyjały, a ostre tony względem niektórych zachodnich stolic, doskonale wpisywały się w zapotrzebowanie wyborców. Ludzie, z racji funkcji pełnionej przez Iwanowa kojarzyli wojowniczego kandydata z poligonów, prezentacji nowych broni itp, dlatego jawił się jako kontynuator twardej polityki jeszcze panującego prezydenta Putina. Większość analityków była zdania, że mocne gesty i ostre słowa Iwanowa były jednak elementem pokazowym, obliczonym na stworzenie swoistego magnesu dla głodnych chwały i międzynarodowego szacunku wyborców.

Putin miał twardy orzech do zgryzienia, z jednej strony zaufany, cieszący się sporym poparciem wyborców Iwanow, który mógł potencjalnie zagrozić pozycji przyszłej szarej eminencji Kremla. Z drugiej, liberalny Miedwiediew, którego prognoza politycznej kariery była mało obiecująca, sugerując bezpieczny i bezstresowy charakter pracy przyszłej szarej eminencji. Zaskoczenie, gdy prezydent Putin ogłosił nazwisko pomazańca, było krótkotrwałe, analitycy zgodnie orzekli, że wybór Miedwiediewa był zręcznym posunięciem taktycznym ze strony panującego władcy. Mało znany, o niewielkich wpływach, Dymitry Anatoljewicz postrzegany był jako figurant, kukiełka za sznurki, której pociąga abdykujący car.

Wcześniej nakreślony przez prezydenta Putina plan, nabrał realnych kształtów. Swój człowiek, zasiadając na fotelu prezydenckim, był lojalny, posłuszny, w przeciwieństwie do swego mistrza nie wykazywał równie szerokich ambicji względem władzy, przynajmniej oficjalnie nie wykazywał. Nie próbował też naruszyć z tak wielkim trudem tworzonego przez Putina, balansu sił między poszczególnymi frakcjami Kremla. Władca zadbał o to, by namaszczony następca nie miał bezpośredniego wpływu na resorty siłowe, gdyż tam rządzili lojalni mu ludzie.

Trudno jednoznacznie i precyzyjnie określić datę, kiedy Miedwiediew, mający początkowo niewielkie wpływy, z przyczepioną przez złośliwych komentatorów etykietką marionetki, uznał, że teraz właśnie nadszedł jego czas. Z pewnością decydującą rolę w procesie zmiany motywacji obecnego prezydenta odegrał kryzys rynków finansowych, nagła, kilkukrotna obniżka cen rosyjskiego importu odbiła się niezdrowo na budżecie federacji, ukazując tragiczną sytuację gospodarczą, maskowaną dotychczas, stałym napływem petrodolarów. Być może, właśnie w tym momencie prezydent uznał, że winy za słabe przygotowanie Rosji do kryzysu nie ponosi wyłącznie Ameryka, lecz także jego poprzednik, który doprowadził do wycofania sporej części zachodniego kapitału, zaniedbując jednocześnie rozwój własnej gospodarki w latach globalnej prosperity.

Zastanawia, jak istotną rolę w dojrzewaniu Miedwiediewa do koncepcji Rosji liberalnej, otwartej na świat, odegrał element ekonomicznej indolencji poprzedniego władcy. Z pewnością był to czynnik istotny dla wywołania samego procesu, jednak nie należy bagatelizować ukrywanych dotąd ambicji Miedwiediewa. Jeśli cofniemy się pamięcią do czasów kiedy obecny premier Putin odgrywał rolę zaufanego i lojalnego względem ustępującego prezydenta Jelcyna, widzimy pewne prawidłowości w ewolucji obydwu pomazańców. Wprawdzie jest jeszcze za wcześnie aby stwierdzić, że Miedwiediew jest równie ambitny i wyrachowany, jak jego mentor, jednak gołym okiem widać różnicę między Miedwiediewem z pierwszych dni prezydentury, a Miedwiediewem obecnym. Kilka dni w honorach i zaszczytach jakie przypadają w udziale głowie państwa, wpływa budująco na własne ego, karmi uśpioną dotąd ambicję, można więc uznać, że motywacja i system wartości Miedwiediewa prezydenta, różni się znacznie od Miedwiediewa jeszcze kandydata.

Jakiś czas temu, pojawiły się plotki na temat zmian kadrowych na najwyższych stanowiskach federacji.  Spekulowano między innymi na temat dymisji lojalnego wobec Putina, ministra spraw zagranicznych Ławrowa, jednak pierwszym ewidentnym znakiem odmienności poglądów Miedwiediewa, był artykuł „naprzód Rosjo!” w którym prezydent nakreślił wytyczne, którymi Rosjanie powinni się kierować aby modernizacja Rosji przestała być jedynie kolejnym z pobożnym życzeń społeczeństwa i kolejnych władców, lecz stała się celem osiągalnym w ciągu najbliższych dekad. Prezydent w tekście piętnował korupcję, zwracał uwagę na palącą potrzebę liberalizacji gospodarki, wreszcie krytykował małą przejrzystość procesów politycznych, sugerując liberalizacje również tej sfery. Wyraźnie zaznaczył jednak, że Rosji nie jest potrzebna rewolucja, że zmiany powinny przebiegać stopniowo, ewolucyjnie, aby uniknąć kolejnych lat szkodliwego dla rozwoju państwa chaosu, który w latach 90 doprowadził do ryzyka całkowitego jego rozpadu.

Znamienne są słowa zawarte w artykule, prezydent pisze, że na drodze do modernizacji państwa stoją pewne kręgi, które „nie starają się stworzyć niczego nowego, nie chcą rozwoju i boją się go..”. Nasuwa się refleksja, czy prezydent wspominając o pewnych kręgach miał na myśli stworzony przez Putina system, w którym władzę dzierżą ludzie kontrolowani bezpośrednio przez obecnego premiera? Być może Miedwiediew, publikując „Naprzód Rosjo!” postanowił , że użyje tekstu jako narzędzia pomiaru nastrojów społecznych względem własnej osoby, oraz względem wizji Rosji ze swych ambitnych planów. Pomiar nie wypadł zbyt obiecująco.

Od pierwszych dni kadencji Miedwiediewa minęło ponad półtora roku i wiele się w tym czasie zmieniło. Młody następca, ponad wszelką wątpliwość, okazał się człowiekiem zdolnym unieść niełatwy ciężar prezydentury. Nowy władca zdołał też zgromadzić całkiem sporą i wpływową grupę lojalnych zauszników. Być może nadeszły czasy, kiedy władca pozorny, kukiełka szarej eminencji cicho przygotowuje się do sięgnięcia po władzę faktyczną, próbując przejąć kontrolę nad balansowaniem frakcji w obrębie Kremla?

Gdyby spekulacje okazały się prawdą, a ambitny plan Miedwiediewa odniósł sukces, krajobraz polityczny Kremla z pewnością uległ by radykalnej zmianie. Pewności, że prezydent pozostałby równie liberalny w momencie uzyskania kontroli nad resortami siłowymi, jednak nie ma. Nie ma również pewności, że obecne pragnienie zmian politycznych nie jest jedynie tymczasowym posunięciem, tracącym rację bytu natychmiast po osiągnięciu prezydenckich celów. A co jeśli liberalne szaty Miedwiediewa skroił nie kto inny, jak szara eminencja we własnej osobie po to, aby przywitać z powrotem z wielkim hukiem wyrzucony kapitał zachodnich kolegów, gdyż płynność finansowa rosyjskich gigantów rynku została zdradziecko zaburzona? Czyżby, kryzys wymógł zmianę twardej retoryki, lecz godność i duma nie pozwalały tego wyartykułować osobiście?

Europa z pewnością po cichu sprzyja liberalnemu Miedwiediewowi. Bruksela obawia się jednak czarnego scenariusza, więc europejczycy pozostaną bierni wobec samego procesu ewentualnych zmian zachodzących na Kremlu. Ostatecznym Zwycięzcą mógłby zostać przeciwnik naszego faworyta, a w takim scenariuszu sucha dyplomacja z pewnością by zawiodła. Czas pokaże jak potoczy się dalej dramat, którego scenariusza nie znają w pełni biorący w nim udział aktorzy. Kreml pokazuje nam wyraźnie, że ma dwa odmienne oblicza. Jedno z nich znamy już dobrze, mieliśmy czas właściwie je ocenić, wiemy też do czego jest zdolne. Drugie natomiast jest nam mniej znane, lecz wykazujące zdecydowaną chęć współpracy. Europa i Rosja potrzebują współpracy.

Tymczasem świat w milczeniu oczekuje na kolejne akty kremlowskiego dramatu.

Dla baardzo wytrwałych, materiał telewizji Russia Today przypominający inaugurację  panowania obecnego prezydenta Miedwiediewa.  Pełna wersja. ;)

25
lis
09

Kultura uległości, czy sztuka kompromisu?

Pochodzące z łaciny słowo corele z którego rodowód wiedzie współczesny termin – kultura, odnosiło się pierwotnie do czynności z dzisiejszym znaczeniem tego słowa mających wspólnego raczej niewiele. Zanim współczesna forma wyrażenia przybrała swe wieloznaczne oblicze, starożytni Rzymianie używali określenia cultus agri, oznaczającego po prostu uprawę ziemi. Protoplastą nowego, szerszego znaczenia jest bez wątpienia Cyceron, który dążąc do określenia pierwszej w literaturze koncepcji filozofii użył wyrażenia cultura animi, czyli dosłownie uprawa umysłu. Od tego czasu pojęcie rozrosło się i zaczęło sukcesywnie obejmować kolejne sfery życia człowieka. Współcześnie, kiedy mówimy kultura, zwykle mamy na myśli wszystkie te aspekty, które tworzą całokształt materialnego i duchowego dorobku społeczeństwa.

Na czym polega specyfika współczesnej rosyjskiej kultury, która dla większości postronnych obserwatorów zdaje się być nieprzeniknioną enigmą? Co przeszkadza w uchwyceniu kształtu mistycznej mozaiki na którą składa się dorobek serc i umysłów naszych wschodnich sąsiadów? Ponieważ tematem numeru jest rosyjskie kino, spróbujmy przyjrzeć się pewnym przejawom rosyjskiej kultury w tej właśnie, formie wyrazu.

Współczesne kino rosyjskie (patrząc przez pryzmat niezależności definiowanej brakiem powiązań twórców kina ze światem polityki), można w sposób intuicyjny podzielić na kino zależne oraz niezależne, przy czym należy dodać, że kryteria według których dokonujemy tego podziału różnią się nieco od tych ogólnie przyjętych na zachodzie ze względu na bardzo specyficzny model rosyjskiej demokracji, oraz na rzadko spotykaną na zachodzie, wrażliwość władzy względem wszelkich przejawów jej krytyki.
Twórców ruchomego obrazu, których szerokie znajomości w kręgach rządzących pozwalają sięgnąć po większe środki na zmaterializowanie swej zgodnej z prawdą historyczną wizji, można bez najmniejszych problemów w interpretacji zaliczyć do grona artystów zależnych. Przyczyna samego zjawiska jest chyba jasna i nie wymagająca szerszego komentarza, natomiast szlak do sukcesu, kroczących ścieżką przypodobania, został już dawno przetarty.

Kino zależne stanowi niezwykle przydatne narzędzie, umożliwiające kontrolę i manipulację, nad zbiorową pamięcią narodu, a filmowa legitymizacja środków, którymi posługują się rządzący w celu skuteczniejszego władania jest z pewnością im samym na rękę. Wynika stąd, że zachodząca obecnie symbioza, ma raczej potencjał wzrostowy, niż spadkowy. Świadectwem może być powołana w zeszłym roku, rada do spraw rodzimej kinematografii, na czele, której stanął nie kto inny, jak premier Putin we własnej osobie. Zadaniem nowo utworzonej rady jest wsparcie prawomyślnego, rosyjskiego przemysłu filmowego, zapewniając rządowe granty dla twórców przychylnych władzy.
Niebagatelną rolę wśród rosyjskiego, zależnego krajobrazu filmowego odgrywa Nikita Michałkow, niegdyś wybitny i niezależny reżyser, który obecnie z błogosławieństwem Moskwy szefuje związkowi rosyjskiej kinematografii. Ze stanowiskiem prezesa związku wiąże się zresztą ciekawa historia, będąca próbą obalenia przychylnego władzy prezesa i dążeniem do obsadzenia stanowiska przez kogoś, kto na ten fotel faktycznie zasługiwał. Próba oczywiście nie powiodła się, mimo faktu, iż związek zdołał wybrać na przewodniczącego niezależnego od władzy reżysera. Michałkow zwołał natychmiast konkurencyjne zebranie, na którym sam został wybrany prezesem, unieważniając postanowienia poprzedniego zjazdu.

Nieco inaczej przedstawia się, krajobraz przemysłu filmowego jeśli dla odmiany przyjrzymy się drugiej stronie filmowej barykady. Niezależna rosyjska kinematografia wbrew pozorom istnieje, z pewnością można wskazać wiele jej przykładów, jednak używając wcześniejszych kryteriów z naciskiem na polityczny aspekt niezawisłości kina, można mieć wątpliwości, czy jest ono faktycznie niezależne. Obrazy krytyczne w swym wyrazie względem nie do końca chlubnej historii istnieją, mają się dobrze i z pewnością nadal będą tworzone i hołubione przez rzesze wielbicieli niezależnego kina na całym świecie. Szczególnie wśród licznych rusofilów, zafascynowanych twórczością Sokurowa, Zwiagincewa, Meschijewa czy Bałabanowa, oraz podejmowanymi przez nich próbami rozliczania się z własną, często kontrowersyjną historią. Problem polega na tym, że mniej wprawne oko nie dostrzega cienkiej, niewidzialnej granicy pomiędzy tym co dozwolone i politycznie poprawne a tym, co wręcz przeciwnie – zakazane. Oczywiście można spierać się o kształt, zasięg i samą definicje owej subtelnej granicy, jednak generalizując, można śmiało stwierdzić, że takowa istnieje, a najbardziej współmiernym jej wyznacznikiem jest poprawność polityczna współczesnych twórców kina, względem aktualnych rezydentów Kremla. Sytuacja obecna, mimo, że daleka od doskonałości, może ulec dodatkowym komplikacjom, biorąc pod uwagę utworzenie przez Rosjan specjalnej rządowej komisji, celem weryfikacji wszelkich przekłamań historycznych, które niczym plaga osiadły cieniem na współczesnej rosyjskiej kinematografii. Niepokojące zjawisko, jakim jest utworzenie wspomnianej komisji, w pewnym sensie przywodzi na myśl czasy ZSRR, kiedy ojcem radzieckiego kina był Stalin, a główni aktorzy i scenariusze większości dopuszczonych obrazów, musiały przejść pozytywnie surową krytykę cenzurującego wodza.

Przedmiotem moich zainteresowań jest rosyjska polityka, więc film automatycznie schodzi na dalszą pozycję, być może nie stawia mnie to w pozycji odpowiednio godnej do pisania o rosyjskim kinie. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kino z racji zainteresowań, potraktowałem eksperymentalnie, poddając kryterium niezależności filmu drobnej modyfikacji. Niezależność definiowana polityką, taki jest cel zawartych tu słów, dlatego rodzi się pytanie: czy rosyjska kultura, a właściwie jej celuloidowy wariant skazany jest na uległą prawomyślność wobec władzy? Z pewnością tak, jeśli chodzi o prokremlowskich czarodziejów kina, lecz w przypadku prawdziwych artystów ma szansę na nieskrępowany wzrost pod warunkiem, że ich sztuka nie dotknie tematów dla urzędującej władzy niewygodnych i względem niej krytycznych. Nasuwa się refleksja, czy ograniczona polityką przestrzeń tej drugiej sprawia, że jest ona prawdziwym przejawem kultury, czy raczej sztuką pewnego kompromisu, doskonale wpisującą się w słowa tytułu niniejszego tekstu?

Ps. Tekst ukazał się w internetowym magazynie kulturalnym EGO.

18
paź
09

Ach, te wizyty..

putin wen jinbao

Kilka dni temu, byliśmy świadkami wizyty premiera Federacji Rosyjskiej, Władymira Putina, w Państwie Środka. Oficjalnie, wizyta miała przyczynić się do umocnienia bilateralnych relacji na linii Moskwa – Pekin, jednak  mniej oficjalnie obie strony dyskutowały zapewne nad problemem irańskiego atomu. W wyniku fiaska rozmów na spotkaniu g5+1 + Iran w Genewie, oba mocarstwa dyskutowały zapewne, nie w jaki sposób zastosować sankcje względem Iranu, lecz prawdopodobnie, jak nagiąć twarde stanowisko USA, do swych własnych interesów.

Współpraca azjatyckich gigantów, czyli i Rosji i Chin, ostatnimi czasy układa się nadzwyczaj dobrze. Czynnikiem cementującym strategiczną przyjaźń, są w tym przypadku niewątpliwie więzi gospodarcze. W dobie kryzysu, Moskwa szuka w chinach nie tylko gwaranta jej politycznych ambicji, lecz przede wszystkim, zastrzyku gotówki w postaci inwestycji Państwa Środka w rosyjską gospodarkę. Rozwijający się w błyskawicznym tempie, chiński olbrzym stara się zabezpieczyć dla siebie jak największą ilość źródeł, względnie tanich, surowców. Zbieżność interesów w kwestiach ekonomicznych, przekłada się na stabilny szkielet udanych relacji politycznych. Oczywiście w relacjach tych, istnieje jeszcze jeden, lecz bardzo istotny element, który determinuje strategiczne partnerstwo Moskwy i Pekinu. Elementem tym, są oczywiście Stany Zjednoczone, których interesy krzyżują się, bądź też wzajemnie wykluczają z rosyjsko-chińskimi.

Podróż premiera Putina do największego sąsiada Rosji, przyniosła jak najbardziej wymierne korzyści. W trakcie spotkania chińskich biznesmenów z towarzyszącymi Premierowi, przedstawicielami rosyjskiego świata biznesu, doszło do podpisania kilku, bardzo istotnych kontraktów, łącznie na kwotę 3.5 miliarda dolarów. Zawarto również umowę ramową, dotyczącą sprzedaży oraz dostaw syberyjskiego gazu do Państwa Środka. Początek dostaw rosyjskiego surowca planowany jest na rok 2015. Obok umów dotyczących gazu, dwa giganty rynku paliwowego, rosyjski Rosnieft oraz chińskie CNPC, podjęły wspólny projekt budowy rafinerii, która zlokalizowana niedaleko od Pekinu, będzie w stanie przerobić rocznie prawie 110 mln baryłek ropy. Pozostałe kontrakty, zawarte podczas wizyty rosyjskiego premiera dotyczą m.in. inwestycji w infrastrukturę drogową, kolejową, budownictwo oraz projekty związane z bardziej efektywnym wykorzystaniem energii.

W trakcie wystąpienia na forum Szanghajskiej Organizacji Współpracy, premier Putin powiedział, że “energia tradycyjnie zajmuje kluczową pozycję na globalnej agendzie, co skłania mnie aby przypomnieć o rosyjskiej propozycji stworzenia pewnego mechanizmu dla rozmów na tym problemem w ramach SOW”. Czyżby premier Putin starał się przemycić w ramy SOW idee, o której Moskwa już niejednokrotnie wspominała? Mowa oczywiście o rosyjskiej propozycji, dotyczącej utworzenia kartelu gazowego na wzór OPEC w celu “regulacji” światowych cen tego surowca, tak aby cena pozostawała na wysokim, “nieszkodliwym” dla producentów poziomie. Problem w tym, że Pekin nie jest zainteresowany podobnym przedsięwzięciem. Przyczyną tego jest fakt, że Chiny nie należą do szacownego grona producentów gazu, lecz pozostają głównie jego konsumentem. W poczet państw należących do SOW wchodzą wprawdzie, kraje takie jak Kazachstan, którego rezerwy gazu określane są jako jedne z największych na świecie, oraz pomniejsi producenci gazu, jednak powodzenie podobnej inicjatywy zależy w decydującym stopniu od rządu w Pekinie.

Kwestią pominiętą w oficjalnych rozmowach, lecz zapewne poruszoną na spotkaniach przy zamkniętych drzwiach z chińskimi oficjelami, był z całą pewnością problem irańskiego atomu. Rozmawiano zapewne o tym jak ten problem rozwiązać, a właściwie jak rozwiązać problem USA i Izraela, czyli państw, które pragną powstrzymać lub ograniczyć atomowe ambicje Teheranu. Na temat podobnych spotkań, jak również ich hipotetycznego przebiegu, możemy jedynie spekulować, jednak za pewne możemy przyjąć fakt, iż Moskwa i Pekin jak najdalsze są od ułatwiania życia Stanom Zjednoczonym. Z pewności nie bez uczciwej wymiany na zasadzie coś za coś, targując się przy tym ostro, gdyż takie są reguły tej gry.

Stany, z różnych powodów znalazły się w sytuacji, gdzie Waszyngton daleki jest już od podejmowanych na własna rękę awanturniczych inicjatyw. W zaistniałej sytuacji, grzechem ze strony Moskwy i Pekinu, byłoby nie poświęcenie, jak (nie)donoszą gazety, czasu w celu wypracowania wspólnego stanowiska tak, aby wzmocnić siłę własnych argumentów podczas kolejnej rundy rozmów.

W czasie, kiedy premier Putin poszerzał i utrwalał rosyjsko chińskie stosunki, Amerykańska sekretarz stanu, pani Hilary Clinton, przybyła z dwudniową wizytą do Moskwy. Tematem przewodnim wizyty była, zapewne, również zakulisowa dyskusja na temat irańskiego atomu, natomiast na szczeblu oficjalnym , szeroko komentowanym w rosyjskiej prasie, poruszona została kwestia strategicznego partnerstwa Moskwy i Waszyngtonu.

Za nieco zaskakujące, można uznać końcowe stanowisko strony amerykańskiej, które w wyniku dwustronnych, rosyjsko-amerykańskich negocjacji, uległo diametralnej zmianie. W wyniku rozmów, Hillary Clinton powiedziała, że na sankcje wymierzone w Iran jest w chwili obecnej za “wcześnie“. Rosyjski minister spraw zagranicznych, pan Siergiej Ławrow, wtórował jej twierdząc, że “Rosja jest z zasady powściągliwa względem sankcji dlatego, że te, „rzadko przynoszą efekty”. Zapomniał natomiast dodać, że całkiem nieźle sprawdzają się one np wobec zbuntowanej Gruzji. Mogą również zaskoczyć słowa pani Clinton, która powiedziała, że Rosja była “nadzwyczaj pomocna” w działaniach jakie do tej pory podjęto względem Iranu.

Biorąc pod uwagę poufny charakter rozmów, zapewne ciężko będzie sprecyzować na czym owa pomoc Moskwy ma, bądź miała, polegać. Czyżby Kreml znał, szerzej nie znane fakty, dotyczące nieodkrytego przez wywiad USA wątku? Część analityków jest zdania, że podobne zachowanie Waszyngtonu jest spowodowane tym, że znalazł się on w sytuacji, kiedy powodzenie podejmowanych przez niego akcji zależy d w dużym stopniu od dobrej woli Moskwy. Zapewne stąd niespodziewana zmiana amerykańskiego stanowiska, w myśl zasady, że kiedy rzeczy idą nie po twojej myśli, a nie masz na to żadnego wpływu, udawaj, że tego właśnie oczekiwałeś i takie były twoje założenia, aby nie eksponować swoich słabości.

Czyżby izraelska lista, na której znajdowały się nazwiska rosyjskich naukowców zaangażowanych w prace nad bombą atomową w Iranie okazała się nieprawdziwa? Gazeta, która opublikowała newsa na ten temat, jak mówią specjaliści, jest znana z korzystania wyłącznie ze sprawdzonych źródeł. Fakt, iż publikacja na temat tej listy została usunięta z internetowego archiwum brytyjskiej gazety jest z całą pewnością niepokojący. Czyżby źródło okazało się niewiarygodne? Zapewne tak, natomiast innym wytłumaczeniem może być, czysto hipotetyczna, próba prowokacji ze strony Izraela, mającej na celu zdobycie międzynarodowego kredytu zaufania dla słuszności swej wizji, zagrożenia Iranem, oraz próba dyskredytacji Moskwy w oczach społeczności międzynarodowej. Biorąc pod uwagę obecne stanowisko Rosji względem Iranu, pomijając aspekt geopolityczny, Kreml jawi się jako wyważony rozjemca, orędownik umiarkowanego kursu, przeciwnik przemocy, nawet tej ekonomicznej i obrońca uciskanego państwa ajatollahów. Zakładając, że Izraelski przeciek został sfabrykowany, można jedynie spekulować przez kogo i w jakim celu.

W cieniu tych dwóch wizyt, odbyła się jeszcze jedna, na pozór nie związana z problemem irańskim. Kilka dni temu, na stronach polskiego MSZ, można był przeczytać o planowanej wizycie izraelskiego premiera w Warszawie. Nieco później okazało się, że Warszawę odwiedził jednak wicepremier i minister obrony narodowej Izraela, pan Ehud Barak. Na oficjalnej stronie polskiego MSZ znajdziemy informację na temat tego, że wicepremier Barak przybył na zaproszenie ministra Sikorskiego, jednak część znawców jest zdania, że wizyta była inicjatywą izraelską, natomiast motorem działania Tel-Awiwu była próba demonstracji wobec Moskwy faktu, iż Izrael może zaszkodzić Rosji w obrębie jej bliskiej zagranicy, angażując się we współpracę wojskową z Warszawą.

Czyżby Warszawa stała u progu szansy na faktyczną modernizację swojej armii, za pomocą izraelskiego przemysłu zbrojeniowego? Czas pokaże, natomiast czy teoria ta okaże się prawdziwa, zależeć będzie od Moskwy i tego jak ta, zachowa się w kwestii dozbrajania Iranu. Jedno natomiast jest pewne ponad wszelką wątpliwość, Kreml jak najdalszy jest od przyczynienia się do realizacji wizji silnej, dobrze uzbrojonej polskiej armii. Wobec tego nasuwa się pytanie, czy ważniejszy dla Rosji jest potrafiący się obronić przed potencjalnym atakiem Iran, czy raczej słaba, niewystarczająco zmilitaryzowana Polska.

Wygląda na to, że kwestia atomowych ambicji Iranu będzie punktem zwrotnym w sposobie, w jaki Ameryka do tej pory prowadziła swą politykę zagraniczną. Nie chodzi tutaj o wdrażaną przez Biały Dom, pokojową wizję świata prezydenta Obamy, lecz o fakt, że dostosował on jedynie, realia polityki zagranicznej Stanów do ich faktycznych, tymczasowo obniżonych, możliwości. Uwikłanie Waszyngtonu w kryzys wokół Irańskiego programu atomowego oznacza zmniejszenie uwagi USA w innych regionach świata. Przekłada się to na adekwatny wzrost aktywności, sił dotąd uśpionych, które wysyłają jasny sygnał dla Ameryki mówiący, że skończyły się czasy jednostronnie sankcjonowanych misji, na odległych zakątkach naszego globu, a kryzys irański jest tego doskonałym świadectwem.

Dla wytrwałych, kilkuczęściowy materiał (oto link do reszty, gdyby nie wyświetliła się opcja wyboru kolejnych), poruszający problemy dotyczące kryzysu irańskiego z nieco innej perspektywy, niż prezentowana na co dzień przez poprawne politycznie media. Polecam.

17
wrz
09

Rosja według Miedwiediewa

mied_putin

Kilka dni temu, prezydent Rosji – Dmitrij Miedwiediew opublikował obszerny artykuł na temat obecnej kondycji państwa i wyzwań jakie czekają Rosję w nadchodzących dekadach. Prezydent, w bardzo ostrych słowach skrytykował obecną, opartą na eksporcie surowców, gospodarkę. Wskazał na problemy mające destruktywny wpływ na potencjał federacji, czyli korupcję, nadużywanie alkoholu, problemy demograficzne. Miedwiediew widzi przyszłość Rosji jako kraju liberalnego z silnym społeczeństwem obywatelskim, gospodarką opartą na wiedzy oraz silną armią. Czy jego wizja zostanie zrealizowana? Czas pokaże.

Przyznam, że jestem nieco zszokowany zaprezentowanym przez prezydenta, do bólu szczerym, krytycznym spojrzeniem na problemy i wyzwania współczesnej Rosji. Wprawdzie obecny premier Putin, już kilkakrotnie wspominał o poruszonych przez Miedwiediewa problemach, nigdy jednak w podobnej formie i nigdy z równą dozą krytycyzmu.

Prezydent, na wstępie swojego artykułu, zadaje pytanie czy współczesna Rosja ze swoją prymitywną gospodarką, wszechobecną korupcją i niezdrową demografią będzie w stanie stawić czoła wyzwaniom jakie niesie przyszłość. Nie można zbudować silnego państwa bez  zdrowej, zbalansowanej gospodarki. Silnego państwa nie jest w stanie zbudować administracja której lwią część dochodów to korzyści uzyskane z wręczanych oficjelom łapówek. Do rozwiązania pozostaje też problem rosyjskiej demografii, gdzie sprawa przedstawia się nadzwyczaj fatalnie.. Prezydent Miedwiediew daje jasno do zrozumienia, że bez sukcesów w walce z wspomnianymi problemami, przyszłość Rosji, nie tylko jako mocarstwa, lecz przede wszystkim przetrwanie państwa w obecnych ramach terytorialnych – zależy od tego czy uda się owe problemy pozytywnie rozwiązać . W przeciwnym wypadku marzenia o wielkości, kolejny raz odrodzonego, imperium nie będą niczym więcej niż koncertem pobożnych życzeń.

Rosyjski przywódca przypomina o dziedzictwie, które pozostawili dla współczesnych Rosjan ich przodkowie. Wspomina o osiągnięciach rosyjskich artystów i naukowców, o pozytywnym wpływie ich dorobku na współczesny kształt światowej nauki oraz sztuki. Zadaje pytanie – „Co powinniśmy zrobić z tym dziedzictwem? Jak je pomnożyć? Jaka przyszłość czeka mojego syna, dzieci i wnuki moich współobywateli?(..) Co należy zrobić aby zapewnić zrównoważony wzrost jakości życia obywateli, zarówno dziś jak i w przyszłości? Żeby sprawić aby społeczeństwo stało się wolne, bogatsze, bardziej ludzkie..? Tak aby rosyjskie społeczeństwo mogło zapewnić tym którzy tego pragną – lepszą edukację, interesującą pracę, przyzwoity dochód, oraz przyjazne otoczenie zarówno do normalnego życia jak i twórczych inicjatyw(..)”.

Prezydent Miedwiediew twierdzi, że zna receptę na rosyjski sukces. Recepta jest wprawdzie dość złożona, jednak diagnoza została już postawiona a nadszedł czas leczenia. Problem w tym, że prezydent nie do końca precyzuje jak owo leczenie miałoby przebiegać. Wyraźnie sprecyzowane są natomiast cele, które Rosja powinna osiągnąć aby w przyszłości zająć należne jej miejsce na arenie międzynarodowej.

W kwestii ekonomii, prezydent wskazał pięć strategicznych celów, niezbędnych aby osiągnąć gospodarczą modernizację kraju. Pierwszym z ambitnych postanowień, jakie prezydent postawił przed państwem jest osiągniecie pozycji lidera pod względem wydajności produkcji, transportu oraz zużycia energii. Moskwa ma w planie opracowanie nowych rodzajów paliw, które mogłyby być przeznaczone zarówno na rynek wewnętrzny jak i na rynki międzynarodowe. Kolejnym punktem w planie prezydenta jest technologia nuklearna, w temacie której Rosja powinna rozwinąć swój potencjał tak aby nie zostać w tyle za innymi państwami, szczególnie rywalami, np. USA. Następną częścią prezydenckiej układanki jest większy udział rosyjskich ekspertów w rozwoju globalnej informatyki i technologii z nią związanych. Chodzi tu m.in. o nie w pełni wykorzystywany potencjał rosyjskich matematyków i programistów, którzy na licznych międzynarodowych olimpiadach zajmują zwykle wysokie miejsca. Kolejny element to chęć budowy niezależnej infrastruktury, służącej do transferu informacji. Mowa tutaj zarówno o instalacjach naziemnych jak i tych umieszczanych na orbicie okołoziemskiej, czyli wszelkiego rodzaju satelitach itp. Rosji chodzi o stworzenie i udoskonalenie własnego, niezależnego od zachodu, globalnego systemu namierzania (GPS) – GLONASS. Ostatnim składnikiem gospodarczej „złotej piątki” jest przekształcenie Rosji w lidera pod względem produkcji określonych typów sprzętu medycznego. Mowa tu o zaawansowanych narzędziach diagnostycznych oraz opracowaniu nowych leków, które znalazłyby zastosowanie w leczeniu szeregu chorób włącznie z rakiem.

W kolejnej części artykułu, prezydent Miedwiediew maluje wizję przyszłego systemu politycznego.
Systemu, który będzie „ adekwatny do dynamicznej, aktywnej transparentnej i wielowymiarowej struktury społeczeństwa”. Prezydent twierdzi, że w przyszłym systemie będzie miejsce, podobnie jak w większości demokracji, na faktyczny pluralizm polityczny. Partie będą rotacyjnie, zgodnie z wolą społeczeństwa wyrażoną w wolnych wyborach, zamieniać się miejscem za sterami państwa. Ponadto, to właśnie poszczególne partie lub koalicje partyjne będą odpowiedzialne za nominację kandydatów na stanowisko prezydenta, regionalnych gubernatorów i przedstawicieli lokalnych administracji. Kolejną charakterystyczną cechą nowego systemu ma być międzypartyjny konsensus w kwestiach najbardziej istotnych z punktu widzenia interesu narodowego. Mowa tu o polityce zagranicznej, bezpieczeństwie, prawach człowieka itp. Prezydent uważa, że system ulegnie transformacji na drodze współzawodnictwa pomiędzy transparentnymi, przyjaznymi dla obywatela frakcjami politycznymi. Głowa państwa w wyraźny sposób zaznacza, że owa transformacja musi odbyć się na drodze rozłożonego na wiele etapów procesu, wykluczając wszelkie próby zmian na drodze rewolucji. W bardzo wyraźny i kategoryczny sposób potępia on zwolenników radykalnych zmian, wspomina też o tragedii eksperymentu z demokracją, który miał miejsce w latach 90 tych. Prezydent pisze, że „..rozczaruje wszystkich zwolenników permanentnej rewolucji. Nie będziemy się spieszyć. Pochopne i źle przeprowadzone reformy już nie raz doprowadziły do tragedii, pchnęły Rosję na skraj upadku. Nie możemy ryzykować wewnętrznej stabilności oraz bezpieczeństwa naszych obywateli dla jakichś abstrakcyjnych teorii”. Miedwiediew uważa, że Rosja nie powinna kopiować obcych rozwiązań, ponieważ rosyjska kultura polityczna nie może zostać po prostu prze konfigurowana na drodze bezkrytycznej implementacji zachodniego modelu demokracji. Prezydent zaznacza jednak, że Rosja będzie korzystać z pozytywnych doświadczeń innych narodów, ale zauważa również, że „..wolności nie można zwyczajnie skopiować, nawet z najmądrzejszej książki”.

W dalszej części artykułu prezydent Miedwiediew odnosi się do rosyjskiej historii. Pisze, że nostalgia za czasami imperium nie powinna być wyznacznikiem polityki zagranicznej dlatego, że długoterminowym, strategicznym celem nie jest ekspansja terytorialna lecz modernizacja kraju.
Prezydent wyraża również przekonanie, że Moskwa powinna zacieśnić współpracę w ramach OUBZ i WNP, które jak twierdzi prezydent „są naszymi najbliższymi strategicznymi partnerami, z którymi dzielimy wspólne cele: modernizację gospodarki, bezpieczeństwo w regionie oraz bardziej sprawiedliwy porządek świata”. Rosyjski przywódca jest również zwolennikiem zacieśniania międzynarodowej współpracy w ramach SOW oraz BRIC.

Bardzo istotny element w prezydenckiej wizji nowoczesnej Rosji stanowi armia. Zmodernizowane siły zbrojne mają być gwarantem bezpieczeństwa państwa oraz narzędziem służącym do zabezpieczenia rosyjskich interesów wszędzie tam gdzie będą one zagrożone. Wprawdzie proces modernizacji armii został już rozpoczęty, jednak jest on podobnie jak wcześniej wymienione aspekty „odnowy państwa” obliczony na dekady, szczególnie w obliczu obecnego kryzysu finansowego i wynikającej z niego obniżki cen eksportowanych surowców, z czym wiąże się drastyczny spadek wpływów do budżetu federacji.

Na koniec, prezydent zaprasza do współpracy wszystkich tych, którzy dzieląc jego przekonania chcieliby uczestniczyć w budowie idealnej Rosji. Miedwiediew zaprasza do debaty również tych, którzy z jego wizją nie zgadzają się a chcieliby mieć wpływ na przyszłość swojego państwa. Prezydent twierdzi, że istnieją pewne kręgi, które będą starały się przeszkodzić w realizacji nakreślonych przez niego, ambitnych planów. Rosyjski przywódca wyraźnie sugeruje, że chodzi mu głównie o wszelkiej maści oligarchów i oficjeli, którzy zadowoleni z obecnego stanu rzeczy, nie wyrażają woli współpracy. Prezydent pisze o nich, że „nie starają się stworzyć niczego nowego, nie chcą rozwoju i boją się go. Ale przyszłość nie należy do nich – należy do nas. To my stanowimy zdecydowaną większość. Będziemy działać cierpliwie, pragmatycznie i konsekwentnie (..) Przezwyciężymy kryzys, zacofanie i korupcję. Stworzymy nową Rosję. Naprzód Rosjo!”.

W ten sposób, prezydent Miedwiediew kończy swój artykuł. Jako ciekawostkę należy dodać, że tekst został przez Rosjan przyjęty bardzo krytycznie. Osobiście, nurtuje mnie pytanie o prywatną opinie premiera Putina na temat prezydenckiej publikacji. Wśród wielu komentatorów panuje opinia, że faktycznym decydentem w rosyjskim aparacie władzy jest właśnie Putin, nie Miedwiediew. Jeżeli tak jest naprawdę, to w jakim stopniu premier jest odpowiedzialny za tekst prezydenta? Czy może raczej artykuł jest autonomicznym przedsięwzięciem Miedwiediewa? Jeżeli tak, to czy oznacza on próbę likwidacji układu, który stworzył Putin w trakcie piastowania urzędu prezydenta? Wprawdzie ostatnio Władymir Putin powiedział, że w kwestii najbliższych wyborów głowy państwa, kandydatów będzie zatwierdzał on sam wspólnie z Miedwiediewem. Być może Dmitrij Anatoljewicz nie jest do końca zadowolony z takiego obrotu rzeczy i poprzez publikację swej wizji nowoczesnej Rosji, postanowił rozpocząć własną, niezależną kampanię prezydencką.

rossija.

09
sie
09

10 lat Putina

putin_time_narrowweb__300x400,2

Właśnie mija dziesięć lat od momentu, kiedy Władimir Władimirowicz Putin został nominowany, przez Borysa Jelcyna, na stanowisko premiera federacji rosyjskiej. Były oficer KGB szybko przekonał ludzi do swojej wizji Rosji, jako wielkiego mocarstwa i do tego, że jest on w stanie, używając nieprzebranych zasobów surowcowych, tą wizję zrealizować. Obecnie, premier cieszy się poparciem blisko 80% społeczeństwa, jego nazwisko stało się marką a wielu ludzi uważa, że to on, a nie Miedwiediew, jest faktycznym władcą Rosji.

Zwolennicy Putina kochają go za to, że szybko uporał się z chaosem jaki pozostawił po sobie odchodzący Jelcyn oraz za fakt, iż przywrócił, szacunek “należny” Rosji na arenie międzynarodowej oraz nadszarpniętą w wyniku rozpadu ZSRR i zaniku znaczenia Rosji – narodową dumę.
Dodatkowo, na fali koniunktury na surowce, zdołał spłacić większość zagranicznych długów oraz zgromadzić niemałe rezerwy walutowe. Ponadto wprowadził Rosję do grupy G8, ekskluzywnego klubu najbogatszych państw a w sprawach międzynarodowych sprawił, iż Rosja odgrywa rolę pierwszoligowego gracza.

Przeciwnicy zarzucają mu, że w czasie realizacji swej wizji Rosji, cofnął przemiany demokratyczne zapoczątkowane przez Borysa Jelcyna. Przykładem może być zniesienie, przez Putina, bezpośrednich wyborów gubernatorów, na rzecz mianowania ich prze kreml. Aby zobrazować zanik demokracji pozwolę sobie przytoczyć słowa Garriego Kasparowa, który powiedział, że “obecnie opozycja walczy nie o to aby wygrać w wyborach , ale o to żeby te wybory w ogóle się odbyły”.

W czasie prezydentury Putina, śmierć poniosło 16-tu dziennikarzy, którzy nagłaśniali niewygodne dla kremla sprawy. Chyba najbardziej znanym przypadkiem jest zabójstwo Anny Politkowskiej, która zajmowała się wojną w Czeczeni oraz napisała książkę  „Rosja Putina: życie w upadającej demokracji”. Znamiennym jest fakt, iż Politkowska została zamordowana w dniu urodzin byłego prezydenta. Niektórzy znawcy tematu są zdania, że jej śmierć była niejako prezentem urodzinowym dla Putina od „prezydenta” Czeczenii – Ramzana Kadyrowa.

Na marginesie pozwolę sobie przytoczyć jedną z wypowiedzi Kadyrowa na temat Putina, który powiedział: „ ..jestem człowiekiem Putina. Jego zasady, jego słowo to dla mnie prawo. Podążam jego drogą. On uratował nie tylko nasz naród, lecz całą Rosję. Putin to dar Boga…”.

Podobno, w rosyjskiej telewizji, kiedy na ekranie pojawia się premier Putin, społeczeństwo jest przygotowane na wysłuchanie dobrej wiadomości, natomiast gdy pokazują kogoś innego zwykle okazuje się, że jest to zła wiadomość. Właśnie taki system stworzył Władimir Władimirowicz Putin i nic dziwnego że jego poparcie wśród Rosjan nie spada.

Na zakończenie proponuje zobaczyć materiał telewizji Russia Today wyemitowany z okazji 10 rocznicy wstąpienia obecnego premiera FR w struktury władzy.

rossija.




RSS Rossija

Blog Stats

  • 11,556 hits

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.